25 lutego 2010

Leśnicy współpracują z naukowcami

Nadleśniczy z Białowieży odmówił profesorowi z Akademii Podlaskiej w Siedlcach zgody na poruszanie się pojazdem po drogach leśnych w trakcie wykonywania inwentaryzacji najcenniejszych gatunków dzięciołów. W tym samym czasie Puszcza rozjeżdżana jest ciężkim sprzętem wywożącym wycinane drzewa, problemów z poruszaniem się po niej samochodami nie mają też myśliwi.
Odmowa zgody na poruszanie się autem po Puszczy stanowi znaczne utrudnienie planowanych prac, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że inwentaryzacja będzie wykonywana na całej zagospodarowanej powierzchni Puszczy, przy zaangażowaniu wielu osób i z wykorzystywaniem sprzętu.
Nadleśniczy uzasadnia swoją odmowę artykułem 29 punkt 1, ustęp 8) ustawy o lasach, który mówi o tym, że zgodę na poruszanie się pojazdem w lesie mogą otrzymać:
pracownicy leśnych jednostek naukowych, badawczo-rozwojowych i doświadczalnych, w związku z wykonywaniem badań naukowych i doświadczeń z zakresu leśnictwa i ochrony przyrody”
Zdaniem leśników Akademia Podlaska nie jest leśną jednostką naukową i dlatego nie ma prawa jeździć autem po lesie.
Jednak po „leśnych jednostkach naukowych” (po przecinku) w ustawie są wymienione inne jednostki, do których z pewnością można zaliczyć Akademię Podlaską. Wyniki inwentaryzacji dzięciołów zostaną wykorzystane na potrzeby przygotowania dokumentów planistycznych – m.in. planu zadań ochronnych Natura 2000, na podstawie którego będą chronione gatunki i siedliska ujęte w dyrektywach Unii Europejskiej. Wykonawca otrzymał zgodę na badania Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Białymstoku. Planowane prace i ich wykonawca spełniają więc kryteria, o których mówi art. 29 ustawy o lasach. Nadleśniczy interpretuje jednak przepis na swój sposób, nie widząc tego, co jest po pierwszym przecinku artykułu 29 pnkt 1, ustęp 8) ustawy o lasach.
Zastępca dyrektora RDLP uznał, że Nadleśniczy ma najprawdopodobniej rację, jednak do przeanalizowania sprawy potrzebuje wymienionej w tej sprawie korespondencji pomiędzy profesorem z Akademii Podlaskiej a Nadleśnictwem.
Zwróciłem uwagę Zastępcy dyrektora RDLP, że gdyby przepis faktycznie ograniczał prawo do poruszania się autem po leśnych drogach tylko do leśnych jednostek naukowych, to kolidowałby z:
- Artykułem 18 (1) Dyrektywy Siedliskowej w brzmieniu:
Państwa członkowskie i Komisja będą popierać konieczne badania i prace naukowe, mając na względzie zadania określone w załączniku II oraz zobowiązanie, o którym mowa w art. 11.
- artykułem. 59 Ustawy o ochronie przyrody w brzmieniu:
Organy ochrony przyrody są obowiązane do inicjowania i wspierania badań naukowych w zakresie ochrony gatunków i ich siedlisk
W odpowiedzi Zastępca Dyrektora RDLP stwierdził, że: „badania naukowe to nie jest jeżdżenie samochodem po lesie”.
Zastanawiające jest to, że Nadleśnictwa uchylają się od ciążącego na nich obowiązku poznania rozmieszczenia najcenniejszych gatunków stanowiących przedmiot ochrony i utrudniają jednocześnie pracę organom, które chcą je w tym wyręczyć. Wierzymy, że RDLP pomoże Nadleśniczemu właściwie zinterpretować przepisy.
Adam Bohdan

9 komentarzy:

  1. Naukowcy powinni "wrócić do korzeni". kiedyś najpierw "zdobywali" egzemplarze dowodowe, a dopiero później je opisywali...
    Jeździł by sobie taki profesor z flintą i przyczyniał się do rozwoju wiedzy...
    i było by to zgodne z ustawą o lasach i nadleśniczy nie miał by "moralnych" dylematów...
    Powrót do korzeni, to jest to.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak! badacze, ornitolodzy, ekolodzy i co tam jeszcze: zapisywać się do PZŁ i przyroda nasza!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze pan nadleśniczy robi. Po co się ma pętać jeden uczeniec z drugim po lesie. Jeszcze co wypatrzy i tylko problemy z tego będą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory nadleśnictwa wydawały przecież zezwolenia na wjazd instytucjom "nieleśnym" prowadzacym badania i inwentaryzacje. Robiły to więc nielegalnie !!!???

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda tylko, że Autor tekstu pomija dość oczywiste fakty świetnie znane w puszczańskim środowisku. Jak ZBS PAN chciał mieć takie przepustki, to sformalizował swoją współpracę z Lasami Państwowymi i mimo, że nie są zakładem leśnym nie muszą posuwać się to takich zabiegów jak profesorowie z Akademii Podlaskiej, którzy są zarazem członkami i ekspertami organizacji, w której szefem jest nijaki Adam Bohdan. Brzydko to pisanie pachnie, a powoływanie się na przepisy unijne i innych ustaw też jest naciąganiem rzeczywistości.
    Ironizowanie na temat tego by naukowcy zapisywali się do PZŁ, też jest kpiną. Śp. Profesor Simona Kossak była w PZŁ, posiadała broń myśliwską i mimo, że jej poglądy były jednoznaczne uważała, że skoro w określonej sytuacji - by prowadzić badania - niezbędne jest przynależenie do PZŁ, to to zrobiła. Szanowała prawo w danym momencie obowiązujące (a nie pokrętnie próbować je interpretować i naginać), a konstruktywnie umiała je i krytykować, i dążyć do zmiany. Od NIEJ należy się uczyć, a nie od profesorów Akademii Podlaskiej i Autora artykułu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie,
    Skoro wczoraj Nadl Niedzielski wczoraj mi daje zezwolenie, a dziś odmawia (chociaż przepisy i inne uwarunkowania się nie zmieniły),
    to czy można to nazwać inaczej niż pokrętnym interpretowaniem prawa i jego naginaniem?
    I dla mnie zachowanie Nadl Niedzielskiego "brzydko pachnie" bo widać, że są u niego równi i równiejsi, a każdy równy może zmienić swój status w zależności od humoru nadleśniczego.
    A od prof Kossak sporo się nauczyłem, z czego najważniejsze to nie dawać ciała.
    Adam Bohdan

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie popisuj się Adamie Bohdanie. Widać z logicznym myśleniem jest u Pana nie najlepiej. Co znaczy "wczoraj mi daje zezwolenie, a dziś odmawia? Czy Pan jest pracownikiem Akademii Podlaskiej? Bo niedawno Kolega z Białegostoku mówił mi, że jest Pan studentem w Białymstoku i jako taki dostałeś Pan zezwolenie na badania w Puszczy Białowieskiej, a wyniki badań wykorzystujesz już jako szef Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Chyba uczelnia ma pierwszeństwo do wyników? Jak to jest w świetle polskiego prawa?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie najlepiej to jest z Pana doinformowaniem - jak chcesz Pan wiedzieć jak jest to opieraj się Pan na faktach, a nie doniesieniach kolegi.

    1) w ostatnich dniach o zgodę na wjazd autem wnioskowałem i ja i prof Walankiewicz

    2) pozwolenie RDOS na inwentaryzację zostało wydane Stowarzyszeniu, w dokumencie zostały wyszczególnione konkretne osoby

    3) do wyników prac uczelnia nie ma żadnych praw, ci którzy mają do nich prawo już dawno wyniki otrzymali

    OdpowiedzUsuń
  9. To czy RDOŚ nie mógł wydać zezwolenia na jeżdżenie samochodem zarazem? I byłoby po problemie.

    OdpowiedzUsuń