14 lipca 2014

Znika Puszcza, czy nie znika?



(dzisiejszy post to taki trochę wakacyjny felieton zainspirowany zdjęciem Krzysztofa Parzycha z FB, lokalną gazetką i raportem nie całkiem naukowym) 

Znika puszcza

Już nie rośnie stary dąb,
Powalony siłą czasu.
W miejscu tym jest pusty kąt.
Tak się zmniejsza obszar lasu.

Tu nie sadzą młodych drzew,
Starych też nie przesadzają.
A leżące grube pnie,
Z wolna w ściółkę się zmieniają.

W miejscu tym wyrosną trawy,
I pokrzywy po sam pas.
Będzie miejsce do zabawy.
Po co komu jakiś las.

(Wiersz Wiesława Lickiewicza zamieszczony w miesięczniku społeczności lokalnej „Głos Białowieży”, nr 46/3/2014 )


Poza wzruszeniem poetyckim można się z wiersza dowiedzieć, że Puszcza Białowieska znika, bo stare dęby padają z wiekiem a nowych nikt nie sadzi. Nie przesadza się też starych, a martwe kłody marnują się zamieniając w ściółkę. Zdaniem Poety prowadzi to do zniknięcia puszczy i zarośnięcia miejsca po niej trawą i pokrzywami „po sam pas”. Lektura miesięcznika Głos Białowieży dostarczyła naukowcom z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN wiadomości na temat lokalnych problemów, bo właśnie tę gazetkę wybrano jako źródło informacji z kręgu mediów. Poeta wyraża dość powszechny pogląd wśród mieszkańców, że puszcza ginie z powodu niewycinania starych drzew i nie sadzenia młodych. Pogląd niezgodny z wiedzą naukową, ale bardzo wygodny dla wielu leśników, bo uzasadniający konieczność gospodarowania w puszczy. Z lektury wiersza można wyciągnąć dwa odmienne wnioski: 1. (Wniosek ignoranta) Puszcza ginie, lokalna społeczność jest tego świadoma i chce to powstrzymać, nie mając jednak dość „siły przebicia” pozostaje jej tylko wyrazić smutek w postaci formy artystycznej. 2. (Wniosek przyrodnika) Puszcza przestała być lasem hodowlanym gdzie się wycina i sadzi, jest należycie chroniona przez ministerstwo środowiska, natomiast lokalna społeczność nie rozumie procesów ekologicznych i ochronę oraz rezygnację z hodowli lasu utożsamia ze zniszczeniem puszczy. I mamy problem, bo pogodzić obu się nie da i potrzeba by edukacji, ale politycy edukować się nie chcą.


Opracowań na temat sytuacji w regionie puszczy jest dużo. Ja sam dostałem na przestrzeni kilku lat cztery prace dyplomowe wykonane w różnych krajach! których tematem był region Puszczy Białowieskiej i konflikt wokół jej ochrony. W szufladzie nie mieszczą się już kolejne raporty i opracowania wykonane przez różne zespoły w Polsce. Mieszkając od kilkunastu lat w Białowieży widzę ich ograniczenia wyraźniej niż zanim tutaj zamieszkałem. Podstawowym błędem antropologów sprzed prac Bronisława Malinowskiego było opisywanie i interpretowanie różnych ludów „z zewnątrz”, bez uczestnictwa w ich życiu, bez osobistego doświadczenia. Myślę, że ten sam błąd, w większym lub mniejszym stopniu, dotyczy tych opracowań. Oto przykład, którym się tutaj podzielę: W puszczy jest całkiem sporo szlaków rowerowych, którymi się chwalimy, są oznaczone znaczkami na drzewach. Cóż z tego, skoro nigdzie nie ma kierunkowskazów informujących dokąd dany szlak prowadzi i ile mierzy kilometrów. Można się tego dowiedzieć tylko z mapy, ale mapę trzeba najpierw gdzieś kupić. Spotykałem cyklistów, którzy pół świata przejechali (byli to więc doświadczeni kolarze) i gdy dojechali do puszczy poczuli się bezradni. Była niedziela, nie było gdzie kupić mapy, widzieli tylko oznakowanie tras bez żadnej informacji. Mogli tylko przeczytać jak się pogimnastykować, bo w ramach innego projektu – nordic walking – powstało sporo takich tablic. Ale ich interesowały trasy rowerowe i puszcza. Chociaż od niedawna cała jest Dziedzictwem Ludzkości to nie ma żadnej informacji o jej wyjątkowości przyrodniczej, o największych drzewach (jest tu największe nagromadzenie pomnikowych dębów w Europie), za to turysta przeczyta ostrzeżenia, że leśnicy nie mogą usuwać znacznej części martwych drzew w związku z czym puszcza stanowi realne zagrożenie dla ludzi! Leśnicy proszą, by nie wchodzić w głąb lasu jeżeli widzi się martwe drzewa (podstawowy element naturalnej czy pierwotnej puszczy). Turysta nie dowie się na żadnej (poza trzema tablicami ustawionymi przez RDOŚ przy szosie, w rezerwacie Szafera) tablicy informacyjnej o roli martwych drzew w ekosystemie lasu, właściwie niczego o przyrodzie się nie dowie. Jakby chodziło o to, żeby cieszył się tylko gimnastyką i unikał fragmentów najcenniejszych przyrodniczo; ale to ma pod Warszawą czy Łodzią. A tu tysiące rodziców przyjeżdża z dziećmi, z którymi wspólnie wyczytali w książkach Adama Wajraka o wielkich dębach, martwych drzewach i dzięciole trójpalczastym! No, to Adama wielu tutaj nie lubi. 


Objęcie puszczy parkiem narodowym jest wpisane w polityce Państwa, więc od wielu lat strona rządowa prowadzi rozmowy z samorządowcami i politykami regionalnymi. Pomoc pod postacią różnych dotacji spływa od kilkunastu lat całkiem sporym strumieniem, natomiast park powiększany nie jest, bo samorządy się na to nie zgadzają. Ograniczono więc radykalnie pozyskanie drewna w porównaniu do lat poprzednich, a całą puszczę udało się szczęśliwie wpisać na listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO m.in. według kryterium bioróżnorodności, związanej z ochroną procesów naturalnych.

Lata dialogowania (prób pozyskania przychylności samorządów w zamian za różne programy pomocowe) zaowocowały między innymi tzw. „Platformą dialogu” (którą przyrodnicze organizacje pozarządowe opuściły) a niedługo po tym ministerialnym projektem „Centrum Wdrażania Projektów” dla regionu puszczańskiego. W ramach tego ostatniego zespół badawczy IRWIR PAN opracował raport – ekspertyzę – dotyczący regionu. Ten obszerny, drogi dokument, tworzony m.in. w oparciu o lekturę przywołanego na początku „Głosu Białowieży” zawiera ocenę stanu obecnego i zajmuje się propozycjami jak promować region i tworzyć „produkty”, co rozwijać i aktywizować, słowem jak z „zacofanego” regionu Puszczy Białowieskiej stworzyć nowoczesny (modern) produkt turystyczno-usługowy wysokiej jakości, dający wszelakie korzyści (benefits) /nie potrafiłem się pohamować przed tymi angielskimi wtrętami po lekturze raportu również używającego tej maniery/.

Niewątpliwie szereg beneficjentów korzysta i skorzysta z tego projektu. Czy pomoże on zachować walory regionu? Czy zyska krajobraz? Czy region Puszczy Białowieskiej stanie się wyjątkowym obszarem dziedzictwa ludzkości z zachowaniem tego, co o tej wyjątkowości decyduje (kryteria wpisania na listę World Heritage)? A może nastąpi komercjalizacja z towarzyszącą tandetą i uniwersalizmem? Organizacje pozarządowe oceniły negatywnie raport, choć ostatecznie zagłosowałem w ich imieniu za jego przyjęciem, by nie wstrzymywać uruchomienia projektu dotacji. NGO sugerowały wykonanie niezależnej recenzji opracowania, lecz przedstawicielka ministerstwa odrzuciła tę sugestię gdyż – jej zdaniem – nie jest to praca naukowa. Nie jest. Jednak podczas tego samego zebrania padło pytanie, czy można korzystać z opracowania przy innych projektach i padła odpowiedź, że można. Choć nienaukowe, to opinie zawarte w opracowaniu mogą być powielane, a wszak skrót PAN oznacza akademię nauk, która legitymizuje zawarte tam opinie. Czy poglądy zbliżone do wyrażonych w tytułowym wierszyku należy brać pod uwagę? Czy nie zapomnimy o dyskusji na temat miejsca i krajobrazu – istotnych czynnikach jakości i ciągłości historycznej obszaru?

Autorzy skupili się na badaniach społecznych ale nie zajęli się na przykład procesami zachodzącymi w przestrzeni kulturowej (choć i w przestrzeni społecznej nie otrzymaliśmy informacji o tak ważnych aspektach jak na przykład rynek pracy czy obserwowane tendencje), która jest najbardziej fizycznym obrazem zachodzących zmian, szans i zagrożeń. Od lat we wszelkich opracowaniach padają ogólnikowe hasła o wielokulturowości czy dziedzictwie, ale nie zauważa się, że to dziedzictwo z jakichś przyczyn ulega właśnie degradacji, że zabytki niszczeją pozostawione bez opieki i środków na renowację, że brakuje reguł porządkujących przestrzeń kulturową. Nie zauważa się sporu na temat ochrony Puszczy Białowieskiej, gdzie spierają się odmienne poglądy i oczekiwania (vide zacytowany wierszyk). Opracowania po prostu nie zajmują się wartościami – poza jedną: pieniądza. Trudno nie odnieść wrażenia, że autorzy przez rozwój rozumieją wyłącznie wzrost zatrudnienia i dochodów. To oczywiście ważne! Ale idąc tylko tą drogą można wiele zniszczyć. Wyznacznikiem naturalności puszczy są martwe drzewa (konfliktowe na poziomie społecznym, kulturowym) – autorzy nie sugerują użycia martwego drzewa jako symbolu, choć czynią tak niektóre mniej „pierwotne” parki narodowe (np. Świętokrzyski). A może w ogóle nie rozumieją istoty wartości i zgadzają się z poglądami wywieszanymi na banerach podczas akcji protestacyjnych drzewiarzy o „zgniłym parku”?

W Polsce od kilku lat toczy się dyskusja na temat fatalnych konsekwencji rozwoju kraju w oparciu o paradygmat zysku, z pogwałceniem wartości; dyskusja o nieznanym wcześniej niszczeniu krajobrazu i jego składowych, tworzących naszą kulturę. A tutaj mamy właśnie region wielokulturowy i jest co chronić w obu aspektach. Mimo sporej popularności „Wrzasku przestrzeni” Sarzyńskiego czy „Wanny z kolumnadą” Springera albo debat nad przestrzenią toczonych w Pałacu Prezydenckim i kilku magazynach, pozostają one w obszarze zainteresowania zmarginalizowanej inteligencji (jeżeli termin ten cokolwiek jeszcze znaczy). Polacy tego nie czytają. Nie ma też takiego problemu w opracowaniach ani tym bardziej poszukiwań remedium. Opracowano rekomendacje dla regionu o najsilniejszej determinancie przyrodniczej i silnej kulturowej i te problemy tam w ogóle nie istnieją poza ogólnikowymi hasłami, że „trzeba chronić”. Można jednak chronić różnie, dla różnych celów i o to właśnie toczy się od lat spór.
        
O wyborach nie może decydować tylko zysk, bo chodzi o ochronę dziedzictwa. Dlaczego w Polsce jest tak brzydko? Co w tym regionie jest piękne i jak to chronić? Takich pytań i odpowiedzi na nie trzeba by oczekiwać na forach dyskusji o przyszłości regionu Puszczy Białowieskiej a nie wyłącznie gdzie i na czym można zarobić, jaki jest ewentualny target. Wpadamy w pułapkę tzw. „rozwoju” myśląc, że oznacza liniowy wzrost.

Dlaczego w tak popularnych miejscach turystycznych jak Stara Białowieża, przy kasie dzierżawionego obiektu ścieżki turystycznej nie było do tej pory żadnej informacji o przyrodzie ani o historii tego miejsca, która wyjaśnia dlaczego rosnące tam dęby nie są drzewami typowo puszczańskimi? Są legendy o królach i książętach (niekoniecznie tutaj bywających), nieaktualne dane na temat obwodów rosnących tam dębów oraz do niedawna buda z kebabem. Autorzy opracowań tych problemów NIE ZAUWAŻAJĄ, zauważają zbyt małą ilość luksusowych kwater. Na szczęście nadleśniczy zamierza we współpracy z pasjonatami Puszczy wprowadzać zmiany, by wyjść poza dotychczasowe schematy, które jak ognia unikają odnoszenia się do pierwotnej przyrody i oryginalnego dziedzictwa kulturowego. Ale to nie powinna być inicjatywa pojedynczych ludzi a skoordynowany projekt. Czynna jeszcze do niedawna ścieżka Żebra Żubra (jedna z najpopularniejszych w Puszczy) przez całe lata uczyła tylko, że z drewna dębu robi się podkłady kolejowe a nie, że np. nasiona rozsiewa sójka. Zagraniczni turyści nieraz mnie pytali: Kto u was pisze takie informacje na ścieżce przez las o cechach pierwotnych? – Cóż, taka tu tradycja. Nie pierwotność a użytkowość była w cenie przez lata – od czasów I wojny światowej, kiedy ruszyła masowa eksploatacja puszczy. Schlebiając najniższym gustom lub bogatym sponsorom możemy „trafić w target” przynoszący pieniądze, ale nieuchronnie niszczymy wartości, które nadal odróżniają to miejsce od innych na świecie.

Ogólnopolskim problemem jest zawłaszczanie przez reklamę miejsc turystycznych, nieobcy i regionowi puszczy. Mamy tu jednak jeszcze poważniejszy problem – zawłaszczania przestrzeni publicznej. Puszcza jest dobrem narodowym i od niedawna światowym. Dobrem bez zarządcy, bo gminy nie zgadzają się na park narodowy. Trzy nadleśnictwa to jednostki gospodarki lasami, różne gusta, różne polityki, a do tego dochodzą jeszcze interesy gmin i samorządów powiązanych personalnie z Lasami, krytycznych wobec zadań ochronnych Parku i wszelkich ograniczeń. Za dużo jak na jeden, bezcenny „ogród”. Toczą się spory o możliwość sprzedawania polan pod zabudowę i co jakiś czas wyrastają fundamenty gdzieś pod lasem lub pod parkiem narodowym, choć we wsiach mnóstwo pustych działek a region się wyludnia. Postępuje dewastacja wspólnego dobra. Jesteśmy na końcu wśród państw europejskich pod względem myślenia społecznego. Ktoś sprzeda i zarobi, ktoś inny zagrodzi i przyczepi tabliczkę z psem: „Jeśli on cię nie zagryzie, to ja cię zastrzelę”. Tutaj nazywa się to „demokracją”. 

W Białowieży jest historyczny park carskiego zarządu. Stoją piękne domy. Kiedyś nie było tam żadnych grodzeń. Najpierw wybudowano w środku parku, niszcząc historyczne założenie projektu mistrza Kronenberga, technikum leśne z asfaltowym boiskiem i zagrodzono cały teren („Obcym na teren szkoły wstęp wzbroniony”). Potem Lasy Państwowe sprzedały zabytkowe domy swoim pracownikom. Właściciele procesują się teraz między sobą o to, kto komu ile zabrał i wygrodził, bo oczywiście powstały płoty. Następuje zawłaszczanie przestrzeni publicznej ogólnodostępnej w czasach carskich. Nawet leżące drzewa w rezerwacie Szafera są solą w oku wielu mieszkańców. Bo się marnują! Trzeba je sprzedać, spożytkować, zarobić! Frazesy i slogany o sabotażu itp. pokropione wodą święconą kościoła i cerkwi przypominają jako żywo wizerunek XIX wiecznego kapitalisty. Tak można wygrać wybory ale przegrać krajobraz. Opublikowany niedawno raport o ekonomicznych stratach i społecznych kosztach nikontrolowanej urbanizacji w Polsce, firmowany przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej i IGiPZ PAN zauważa, że gdyby w Polsce wypełnić treścią studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin dach nad głową znalazłoby 167–229 mln Polaków! „Są gminy, które pod zabudowę mieszkaniową przeznaczyły, lub planują przeznaczyć tereny, na których pomieści się dziesięć razy tylu ludzi ilu w nich mieszka”. To nie tylko gigantyczne marnotrawstwo przestrzeni i niszczenie przyrody, to także „narzucanie sobie (gminie) przyszłych wydatków – takie tereny trzeba przecież choćby uzbroić”. Nawet pobieżne przyjrzenie się polanom puszczańskim pozwala zauważyć, że chaotyczna zabudowa i marnotrawstwo terenu jest tu dość powszechne. Niestety, ostatni Raport tego nie zauważył.

Siedzieliśmy z przyjacielem, malarzem, na schodach jego domu przy 7 ulicy na Manhattanie. Przechodził chłopiec z psem i ten pies się przy nas zatrzymał. Powąchał but przyjaciela. Chłopiec go odciągnął po czym wrócił i bardzo nas przepraszał. Ja oniemiałem. Andrzej mi wyjaśnił: to są zasady współżycia, bo tutaj jest przestrzeń wspólna, społeczna. Dlatego ani tam, ani w innych miejscach gdzie zdarzyło mi się być w Europie nie spotkałem się z tym, żeby na przykład jakiś sąsiad grał na full muzykę „bawiąc” nią na siłę pół ulicy, co często w Polsce do niedawna słyszałem (pamiętam też zdecydowany protest poprzedniego nadleśniczego i wójta gdy autor planu ochrony dla BPN sugerował wokół Parku strefę ciszy). Ale ten „grający” ma oczywiście pretensję o Naturę 2000 i marnowanie się drzew w rezerwacie. Tego wszystkiego w dyskusjach o regionie puszczy jakoś mi brakuje.      

8 komentarzy:

  1. Smutne i prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu po prostu trzeba ministra z jajami, który - swoim rozporządzeniem - wprowadzi na terenie całej Puszczy ochronę rezerwatową (w formie ochrony ścisłej, częściowej i każdej innej możliwej). Samorządom, LP, mieszkańcom i wszystkim innym miłośnikom drewna - nie pozostanie nic innego, jak tylko pogodzić się z taką decyzją, na którą żadnego wpływu nie mają. Z czasem sami doszliby do wniosku, że już lepiej powołać park narodowy w całej Puszczy. LP też wówczas chętnie by na to przystały. Jedynie pracownicy LP pewnie wciąż by protestowali, bo zarobki w parkach narodowych nijak się mają do tych, jakie otrzymują pracujący w LP...

    OdpowiedzUsuń
  3. Politycy są różni: są zwyczajnie głupi i prostaccy ale bywają i wyedukowani, ale ci wyedukowani dobrze wiedzą, że czasami warto być populistycznym i wtedy przyjeżdżają na manifę w rezerwacie i przełkną każdą głupotę, żeby tylko zyskać trochę głosów. Albo wolą siedzieć cicho pod osłoną LP :) bo się to opłaca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pieniądze na porządne ścieżki edukacyjno- przyrodnicze. A treść tablic ma być zatwierdzona przez najwyższe organy- UNESCO, Ministerstwo Środowiska. I nie chodzi tu o logotyp przy projekcie. Chodzi o bezpośredni patronat. No i ulotki, ulotki oraz foldery. Tak żeby na każde 10 ulotek promujących popularne hipermarkety znajdujących się w skrzynce pocztowej- przypadała jedna o Puszczy (też z patronatem Ministerstwa Środowiska) i oczywiście wydrukowane na "śliskim" papierze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do scenariusza rzuconego przez Anonima z 7.40 nie potrzeba zadnych jaj z nalezacych do nich ministrem. Do tego potrzebna jest dyktatura,
    Grupa nawiedzonych egoistow moze narzucic swoja wole jakiejs samorzadowo - mieszkancowo - drzewiarsko - lesnej mniejszosci (nie wiadomo czy to jest mniejszosc) ale przy regulach gry jakie obowiazuja
    w naszym spoleczenstwie to jest dosc trudne. Jakas wounded knee massacre tubylcow moze sie niektorym na pewno marzyc. I marzy sie -
    jak widac. Jednak to jest raczej malo realne.
    Odwrocenie sytuacji , tak by w tartaku zmienionym na hotel bardziej sie oplacalo rznac turystki niz deski jest droga mniej konfliktowa.
    Tylko ktos musi najpierw zainwestowac. By wypedzeni z rezerwatu Indianie nie widzieli perspektyw wylacznie w postaci zatrudnienia sie
    przy myciu szyb samochodow zielonego czlowieka przyjezdzajacego
    kontemplowac sanktuarium.

    Czarujace jest to powitanie N-ctwa.

    Ja bym to uzupelnil.
    "MILY GOSCIU !

    Lasy Puszczy Bialowieskiej sa pelne zwierzat. Nie mozemy na nie polowac. Zwierzetom towarzyszy wyjatkowo duzo ilosc kleszcze, ktore przenosza borelioze i odkleszcowe zapalenie opon mozgowych. Od przenoszonych przez te pajeczaki chorob umiera i zostaje inwalidami corocznie kilkaset osob. Zachowaj ostroznosc i przestrzegaj swoje dzieci przed grozacym im niebezpieczenstwem.
    Poza tym zyczymy przyjemnego pobytu.
    Wasz oberplantator desek.

    Jak juz edukowac to pelna para i w calej rozciaglosci, konsekwentnie,
    az do bolu i swedzenia po zetknieciu sie z ostatnim naturalnym lasem na nizu europejscim. Nie ?.

    OdpowiedzUsuń
  6. Edukacja, edukacja, edukacja... dla dzieci i młodzieży. Dlaczego z przy puszczańskich gmin nie ma wycieczek w ramach lekcji przyrody, kultury regionu (nie ma takiego przedmiotu, ale jest wychowawcza np. ...) do rezerwatu ścisłego BPN, lub do rezerwatu Jelonka w gminie Kleszczele, gdzie na naszych oczach odradza się po pożarze las (pożar w 1992 r. m. in. w Jelonce spłonęło ponad 70 ha lasu). Dlaczego gminy nie dbają o szlaki turystyczne? Na to wszystko jest jedna odpowiedź. Nie ma spójnego zrównoważonego kierunku rozwoju regionu Puszczy Białowieskiej. Od jakiegoś czasu szasta się powyższym terminem "zrównoważony", ale chyba nie wszyscy zasiadający w różnego typu komisjach rozumieją to pojęcie, że nie wspomnę o przeczytaniu kilku opracowań na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  7. LM napisal 15 lipca:

    "Pieniądze na porządne ścieżki edukacyjno- przyrodnicze"


    Zaden problem. Ile dajesz ?


    "Dlaczego gminy nie dbają o szlaki turystyczne?"


    Bo nie maja pieniedzy widocznie.



    Proste.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pieniądze leżą na ulicy. Trzeba tylko chcieć po nie się schylić. Od przyszłego roku będzie już po negocjacjach z Komisją Europejską i skarbonka znowu się otworzy...

    OdpowiedzUsuń