25 listopada 2010

Spojrzenie dziennikarki z Europy


Dzisiaj proponuję dłuższą lekturę – rozmowę z dziennikarką europejską, która odwiedziła w tych dniach Puszczę i we wtorek zadałem jej kilka pytań. Jest to skrót większego artykułu. Louise Culot jest francuskojęzyczną Belgijką, mieszkającą w Berlinie. Jest reporterką piszącą do różnych magazynów. Jeździła po świecie, odwiedzała nawet lasy Amazonii. Specjalizuje się w reportażach na tematy środowiska naturalnego i zrównoważonego rozwoju. Do Białowieży przyjechała po przeczytaniu światowego bestsellera „Świat bez nas” Alana Weismana, gdzie pierwszy rozdział opisuje ostatnią puszczę Europy. Wcześniej nie wiedziała, że w Europie jest las o cechach pierwotnych. Przyjechała na zamówienie znanego dziennika La Libre Belgique, by przybliżyć francuskojęzycznym Europejczykom jak ważna dla Europy jest Puszcza, kultura tego regionu i to, co będzie się tutaj działo w następnych latach. O Puszczy słyszała w Berlinie tylko tyle, że był projekt budowy w jej pobliżu wielkiej bazy Łukoila. Chcąc na miejscu dowiedzieć się, czy ostatnia puszcza Europy przetrwa dla następnych pokoleń wsiadła w pociąg i przyjechała do Warszawy, a potem do Białowieży, żeby zobaczyć wszystko z bliska i opisać.
 Jak postrzegasz tutejszą przyrodę i mieszkańców?
Kiedy przed wyjazdem przeglądałam w Internecie informacje na temat Puszczy, znalazłam tylko jeden większy artykuł i była tam mowa o konflikcie między miejscową ludnością a potrzebami ochrony przyrody. Przeczytałam tam, ze tylko niewielka część Puszczy jest chroniona ze względu na brak zgody ludności i że ta ludność stanowi zagrożenie dla zachowania dzikiej przyrody. Nie znalazłam głębszego wyjaśnienia przyczyn tego stanu rzeczy. Kiedy przyjechałam i spotkałam się z ludźmi zobaczyłam, że sytuacja nie jest tak czarno biała. Przekonałam się, że co prawda las jest wycinany, ale są też różne regulacje i formy ochrony. Przekonałam się też, że wielu miejscowych ludzi nie rozumie dlaczego większa ochrona przyrody mogłaby być dobra i dla lasu i dla nich samych. Na początku myślałam, że spotkam tu klasyczny konflikt między potrzebami ochrony przyrody a potrzebami ludzi, którzy bez eksploatacji przyrody nie mają z czego żyć. Jednak na miejscu okazało się, że tutaj takiego konfliktu nie ma. Moim zdaniem problem tkwi dużo głębiej, ludzie nie chcą zrezygnować z zarządzania przyrodą. Ludzie ci są przekonani, że będzie lepiej, jeśli będą lasem gospodarowali. Nie chodzi nawet o pieniądze: chodzi o utrwalone przekonanie, że przyroda nie może być zostawiona samej sobie. Tego nauczyłam się tutaj, na miejscu i było to co innego niż spodziewałam się, czytając zagraniczne media.

Czy miałaś jakieś inne doświadczenia z ludźmi zamieszkującymi tereny leśne?
Tak, mieszkałam wśród Indian w lasach deszczowych Amazonii i poznawałam ich kulturę, która jest bardzo głęboko powiązana z przyrodą. Dla nich przyroda jest częścią ich samych. Nigdy nie myśleli o zarządzaniu przyrodą. To przyroda nimi kieruje, a oni starają się dostosowywać. To oczywiście kompletnie inny rodzaj relacji niż ta, która tutaj ma miejsce.

My w Europie od dawna jesteśmy antropocentryczni...
Tak, wynika to między innymi z tego, że naszą europejską przyrodą jest znacznie łatwiej zarządzać. W Ameryce Południowej las jest tak dziki, rozległy i wydaje się dużo bardziej niebezpieczny, że człowiek w ogóle nie bierze pod uwagę, by nim gospodarować, co najwyżej go gdzieś niszczy. Mam wrażenie, że ludzie tutaj od dawna uczyli się jak gospodarować lasem i jak tylko mogli, to robili to. Nigdy nie mieli ochoty się cofnąć, przestać. Takie myślenie jest z kolei zupełnie niezrozumiałe dla mieszkańców lasów Ameryki Południowej.
Wczoraj dowiedziałaś się, że wybory w Białowieży wygrali ludzie, którzy są przede wszystkim przeciwnikami powiększenia parku narodowego i ograniczeń wynikających z ochrony przyrody. Co o tym sądzisz?
Myślę, że trzeba bardzo dużo czasu, żeby pozbyć się tej potrzeby władzy i kontroli swojego otoczenia. Świadomość ekologiczna w Europie jest stosunkowo młoda, a cóż dopiero w Polsce. Powoli coraz więcej ludzi zaczyna dopiero odszukiwać swoich głębokich więzi z dziką przyrodą. Ci ludzie będą oczekiwali czego innego niż człowiek zajmujący się gospodarowaniem w lesie. Powoli dopiero pojawiają się ludzie, którzy czują się częścią przyrody i nie chcą nią rządzić. Jeszcze niedawno w całej Europie chcieliśmy tylko podbijać przyrodę, „uprawiać” ją, stawiając siebie obok lub ponad. Ochrona Puszczy też była z powodu polowań. Nadszedł czas, że musimy zacząć zmieniać swoje nawyki a nawet swoją kulturę. Problem w tym, że ludzie nie chcą zmian. Boją się zmian. Zmiany nigdy nie są łatwe. Ludzie mawiają: tak tutaj żyliśmy, po co mamy się zmieniać? Nikt nam nie powinien dyktować zmian. Dla jakichś martwych drzew czy jakichś ptaków, które mają być ważniejsze od nas? Po co?

Słyszałem czasami nie pozbawiony racji zarzut, że wy, ludzie bogatej, zachodniej Europy zniszczyliście już przyrodę u siebie a teraz chcecie nas zamknąć tutaj w rezerwacie, jak Indian.
Kiedy ktoś mówi do mnie argumenty w rodzaju tych, że u siebie wszystko zniszczyliśmy a teraz przyjeżdżamy i chcemy pouczać innych odpowiadam – Tak, chcemy! Bo przyjechałam z kraju ekologicznej katastrofy, w którym nie można już niczego w zrównoważony sposób uprawiać, w którym nie ma żadnego lasu, tylko plantacje. Dzieci nie wiedzą nawet jak wygląda jabłoń! Myślą, że żywność produkują supermarkety. Jeśli nie będzie takich miejsc jak tutaj, nie będziemy wiedzieli czym różni się katastrofa od pierwotnej przyrody, nie będziemy wiedzieli gdzie szukać ratunku kiedy zerwiemy swoje więzi z przyrodą. Jeśli nasze całe otoczenie będzie nawet luksusowe, ale przekształcone, sztuczne stracimy szansę na ratunek. Nie chcę nikogo pouczać ale chcę mówić: popatrzcie, jesteście naprawdę szczęściarzami! Macie coś, czego my już nie mamy. Chcę móc pokazywać ludziom w moim kraju, że są jeszcze takie miejsca, jest jeszcze Puszcza Białowieska. Nie chodzi o las zagospodarowany, bo takie lasy mamy wszędzie. Może uda się nam przywrócić i nasze lasy do tego piękna, jakie można spotkać w Puszczy.

Słyszałem kilkakrotnie, że chroniąc przyrodę puszczańską, tworząc park narodowy niszczymy tradycję białoruską, niszczymy narodowość od wieków związaną z rolnictwem i pracą w lesie...
Kultura lokalna wydaje mi się ważniejsza od narodowej. Jest zwykle starsza. Bardzo ważne jest pielęgnować i chronić lokalną kulturę i tradycję. Myślę, że narodowość nie jest czymś tak jednoznacznym. Nie jestem pewna czy w Rosji, tym wielkim kraju, ludzie na dalekim północnym wschodzie czują tożsamość z innymi na południowym zachodzie, choć mogą się utożsamiać narodowo? Historia pokazuje kiedy narodowość bywa potrzebna, ale narody niekoniecznie chronią lokalną kulturę. Wydaje mi się, że to nie naród chroni kulturę i tożsamość lecz ludzie. Naród jest pewną abstrakcją, ale już czym innym jest kiedy mówimy konkretnie np. o języku lub kulturze białoruskiej. Możemy jednak mówić też o kulturze Podlasia, chociaż nie jest to naród. Kultura jest bardziej związana z miejscem, z regionem, a mniej z narodem będącym pojęciem bardziej abstrakcyjnym. Tradycja i język są czymś namacalnym. Nie jest dobrze budować granice. Szowinizm nie jest dobry. Moim zdaniem lokalna kultura jest zdrowa tylko wówczas, kiedy ma zdolność do ewoluowania. Tradycja, kultura to nie jest coś trwałego i niezmiennego. To nieustanny proces. Jeśli kultura jest otwarta, wówczas nie grozi jej tak szybko śmierć, na przykład pod wpływem migracji ludzi, co w świecie demokratycznym jest normalne. Będzie się po prostu zmieniała, tak jak ewolucja. Istotą przetrwania kultury jest właśnie ta ewolucja, dostosowywanie się do nowych okoliczności, a nie zasklepianie w skansenie wspomnień. Nawet najstarsze, najdłużej trwające kultury są wszystkie wynikiem ewolucji i różnych wpływów. Tylko dlatego mogły przetrwać, bo były otwarte na wpływy z zewnątrz. Jeśli jacyś ludzie boją się naznaczenia, wytykania ich języka czy innych cech kulturowych, to znaczy, że ucierpieli coś ze strony większości, ze strony dominującej kultury. Wówczas wolą się wtopić, nie wyróżniać. Dlatego odpowiedzialność za zachowanie kultury spada głównie na przedstawicieli kultury dominującej. Człowiek ma prawo wybierać identyfikację, ale nie powinien czuć się niekomfortowo wśród innych! Osobiście uważam, że dzisiaj człowiek może utożsamiać się nawet z wieloma kulturami: możesz utożsamiać się z kulturą, w której się urodziłeś, z tą wśród której przyszło ci żyć później, a jeśli gdzieś wyjedziesz i zamieszkasz możesz – zachowując poprzednie – utożsamiać się także z tą, w której obecnie szczęśliwie żyjesz. Nie trzeba żadnej wypierać czy przeciwstawiać innym. Jeśli potrafimy to zaakceptować, wówczas problemy znikają.


Z Louise Culot w Białowieży rozmawiał Janusz Korbel

10 komentarzy:

  1. wow, prosze o wiecej takich materialow na tym blogu :-)

    newsy newsami, ale i dluzsze, poglebione teksty tez tu pasuja moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny artykuł, w nawiązaniu do poprzedniego wpisu - tak naprawdę LP także przed tymi ostatnimi wyborami rządziły w Białowieży - a tzw.opozycja w radzie gminy bojkotowała poczynania wójta, ale nie w kwestii ochrony puszczy - bo tu ,gdy dochodziło do głosowania - głosowała tak , jak i ono! równie dobrze wpis mógłby być zatytułowany:"po staremu".

    OdpowiedzUsuń
  3. A tu trochę białowieskich fotek ze strony Louise:
    http://louise-culot.blogspot.com/search/label/bialowieza

    OdpowiedzUsuń
  4. W 1992-93 mieszkalem w Belgii, pisalem prace magisterska na uniwersytecie w Gandawie. Po przyjezdzie zachlysnalem sie nie tylko tamtejszym dobrobytem, lecz i pieknem sredniowiecznych miast - samej Gandawy ale i Brugii, Antwerpii, Brukseli. Kazdy weekend jechalem w kolejne miejsce, podziwiajac architekture starowek. Po 3 miesiacach postanowilem jednak skorzystac z przyrody i zaopatrzylem sie w mape turystyczna.
    Najblizszy las znajdowal sie w odleglosci 60km i mial wymiary 2x3km. Mialem tam pojechac, ale odradzono mi to: bedzie sztuczny i zapewne ogrodzony.
    Pamietam belgijskie wybrzeze Morza Polnocnego - 80 km z tego 75 km zabudowane hotelami, wlasciwie jeden ciag miast. Naturalne plaze+wydmy mozna bylo znalezc tylko na obu krancach - na granicy z Francja i Holandia, lacznie 5 km /zrobiono tam 2 rezerwaty/
    W 1996 juz jako naukowiec pojechalem na staz do Holandii - do Lejdy. Tez piekne miasto - podobnie jak Amsterdam, Utrecht, Delft, wszystkie polaczone siecia wygodnych autostrad i szybkich linii kolejowych. Malownicze kanaly, wiatraki - i zero lasow, dzikiej zwierzyny.
    Pamietam rzeki Belgii i Holandii o ktorych uczylem sie w Polsce na lekcjach geografii, o tajemniczo brzmiacych nazwach: Schelde /Skalda/, Maas /Moza/, Rijn /Ren/. Okazaly sie byc smutnymi kanalami o wyprostowanych brzegach, bez drzew na brzegach, bez ptactwa.
    W obu krajach dostalem propozycje by kontynuowac prace naukowa na tamtejszych uczelniach - odmawialem. Gdy moi gospodarze pytali dlaczego - odpowiadalem: bo Wy tu nie macie dzikiej przyrody. Przyjmowali to ze zrozumieniem: niestety, nie mamy. Jestesmy bogaci, ale zniszczylismy nasza przyrode i mozemy ja teraz zobaczyc raz w roku jadac setki kilometrow do innych krajow. Z zazdroscia sluchali ze ja w PL moge po pracy pojechac na grzyby albo wykapac sie w jeziorze.
    Milo wspominam oba pobyty, lacznie poltora roku - ale nie chcialem mieszkac w krajach gdzie jest wiecej betonu niz drzew, niezaleznie od tego ile bym tam zarabial.
    Nigdy tego nie zalowalem.
    Bobr

    OdpowiedzUsuń
  5. Pytania są tendencyjne ...patataj, patataj.

    OdpowiedzUsuń
  6. A które i w jaki sposób?

    OdpowiedzUsuń
  7. A kto to jest "dziennikarka europejska"? To polscy dziennikarze nie są europejscy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrząc na standarty prasy wokołopuszczańskiej, to raczej nie. Bardziej to trąci Koreą Północną. A ta o ile dobrze pamiętam leży w Azji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ho ho ho cóż za dygresja. Jeżeli taki jest stosunek "ochroniarzy" do lokalnych społeczności to ja wcale się nie dziwię, że są antagonistycznie nastawieni do zmian - dyplomacja=0

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja jestem z regionu i tez mam podobne zdanie o wiekszosci lokalnych mediow piszacych o sprawach puszczy. I nie bede ukrywal, ze mi mi wstyd podobnie jak za radnych Hajnowki...

    OdpowiedzUsuń