13 października 2010

Definitywne NIE

Radni Gminy Narewka dzisiaj jednogłośnie odrzucili projekt powiekszenia
Białowieskiego Parku Narodowego. Padały argumenty, że powiekszenie parku
spowoduje utratę pracy, nie będzie mozna czym palić w piecach i nie będzie
mozna się rozwijać i inwestować. Porozumienie podpisane niedawno przez wójta
Gminy Narewka Mikołaja Pawilcza z Lasami Państwowymi i ministerstwem radni
traktują jako niewiarygodne.
Minister Kraszewski oczekuje na decyzje rad gminnych do 20 października,
prawdopodobnie następnego dnia przedstawi swoją politykę i decyzje w sprawie
Puszczy Białowieskiej. Prawdopodobnie pozostałe dwie gminy również nie
zgodzą się na większy park narodowy. Decyzja Gminy Narewka satysfakcjonuje
także ekologów, bo proponowany kształt granic powiększonego parku, o obszary
w ponad 60% będące już rezerwatami, wydaje się pozbawiona sensu. Proces
negocjacji ukazuje tez jasno absurdalność obecnie obowiązujących przepisów
dotyczących tworzenia i powiększania parków narodowych, o ktorych de facto
decydują radni gminni. Dzisiejsza decyzja pomaga również kampanii "Oddajcie
parki narodowi"
Więcej...
http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,35235,8505279,Narewka_nie_chce_powiekszenia_parku.html#ixzz12FF98CAA

31 komentarzy:

  1. Gorąco wszystkim polecam tekst Macieja Zimowskiego. Warto go jednak przeczytać ze zrozumieniem. A to link do niego:
    http://parkwatch.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej to mnie słabi, że ministerstwo przyjęło wszystkie warunki radnych, załatwiło im pieniądze na przez nich zaproponowane potrzeby, że doprowadzono do podpisania wszystkich kwitów, jakich sobie radni życzyli, wydano mnóstwo kasy i energii na różne spotkania,podróże, konferencje upstrzone wszelkiej maści gadżetami, a kiedy wszystkie życzenia gmin spełniono, sprowadzając powiększenie parku do terenów przez gminy zaproponowanych - wówczas gminy mówią NIE. Czy ktoś napisze o tych ludziach opowiadanie? Stanisławie Tymie, Puszcza czeka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Znalazłem coś takiego. Recepta ministra na te protesty:
    ISSN 1643-2851
    SENAT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
    Zapis stenograficzny
    (1436)
    41. posiedzenie
    Komisji Środowiska
    w dniu 9 marca 2010 r.
    VII kadencja

    […}
    Str.25-26

    Senator Wojciech Skurkiewicz:
    Króciutko w odniesieniu do tego, co powiedział pan minister. Ja tylko przypomnę
    wszystkim państwu, że pierwsza decyzja w sprawie obwodnicy Augustowa to jest 1998 r. Tak
    że tę sprawę, Panie Ministrze, trzeba by doprowadzić do jak najszybszego szczęśliwego końca.
    I druga sprawa związana z energetyką wiatrową. OK – zielone certyfikaty, tylko
    te zielone certyfikaty wypływają poza granicę, bo te zielone certyfikaty odbierają nam
    potentaci w produkcji energii elektrycznej, i oni swoje zobowiązania wypełniają polskimi
    zielonymi certyfikatami. Dlatego jest pewne zagrożenie, że one nie wpływają
    w znacznej części na bilans klimatyczny w naszym kraju, i na to też trzeba zwrócić
    uwagę. Ale nie o tym.
    Panie Ministrze, dwie sprawy. Program dla Białowieży za kierownictwa pana
    ministra Nowickiego zakończył się porażką, pan powraca do tej kwestii. Jaka jest pana
    wizja tej sprawy? Zresztą mam nadzieję, że senacka komisja w maju wybierze się do
    Białowieży, aby przekonać się, z czym mamy do czynienia, z jaką materią mamy do
    czynienia, bo bardzo często dyskutujemy o czymś, czego nie widzieliśmy, czego nie
    dotknęliśmy.
    I druga sprawa, Panie Ministrze, sprawa Natury 2000. Nie jest jeszcze opublikowany
    komplet rozporządzeń dotyczący Natury 2000, między innymi chodzi
    o rozporządzenia inwestycyjne. Z tego, co wiem, pani dyrektor Liro zleciła – dziwię
    się, że nie prowadzi tego Departament Ochrony Przyrody – Generalnej Dyrekcji
    Ochrony Środowiska przygotowanie dla pana ministra tych rozporządzeń. Gdyby pan
    minister zechciał przyspieszyć te działania, bo jest to poważny problem. Dziękuję.
    Przewodniczący Zdzisław Pupa:
    Proszę bardzo.
    Minister Środowiska Andrzej Kraszewski:
    Może zacznijmy od sprawy rozporządzeń. Najistotniejsze jest w tej chwili to,
    żeby inwestorzy wiedzieli, jakie są granice obszarów naturowych. Jest zbudowana dosyć
    mocna informatyka, która pozwala inwestorom dość dokładnie… W marcu będzie
    oddana, ona była przez chwilę, ale była wpadka związana z popsuciem się indeksacji
    plików, bo przygotowujemy to pod dyrektywę INSPIRE. Za chwilę każdy z państwa
    będzie mógł wejść na serwer Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i wyświetlić
    w bardzo dobrej skali, jakie są granice obszarów naturowych. Jeśli idzie o sprawę rozporządzeń,
    to ja nie tylko te akty prawne, ale wszystkie inne, bardzo, bardzo przyspieszam,
    dlatego że one wszystkie mają ogromny wpływ na przygotowanie inwestycji.
    Także i te najszybciej jak mogę, staram się przyspieszać.
    Jeśli idzie o Białowieżę, to jestem tego zdania – brać, co dają, i prosić o więcej.
    I to, co w tej chwili dają… Okazuje się, że i z tym mogą być kłopoty, ale minister Zaleski
    jedzie do Białowieży, żeby jakby usolidnić pierwszą część tego porozumienia.
    To, co dają, to jest 8 tysięcy ha.
    (Wypowiedź poza mikrofonem)
    NFOŚ… jak widzę kiwającą pionowo głową moją resortową panią wiceminister
    finansów, to serce mi taje.
    Oczywiście będzie to proporcjonalnie do naszych ambicji, które obecnie wynoszą
    30 tysięcy ha. Łapiemy te osiem, które chcą nam dać, i natychmiast siadamy do stołu negocjacyjnego
    i rozmawiamy o większej ilości. Ale mamy taki pomysł – po prostu wprowadzimy
    gospodarkę parkową, taką, jaka obowiązuje w parku, na tych jeszcze niedojadanych,
    ze tak powiem, trzydziestu tysiącach. A mogę to zrobić, dlatego że to mogą zrobić
    Lasy Państwowe na terenach, którymi gospodarują. Co to oznacza? Te gminy, które jeszcze
    się wahają, będą miały to, co i tak wprowadzimy, i nic więcej, nie będą miały za to
    kasy. Myślę, że wynik będzie taki, że te gminy bardzo prędko usiądą z nami do stołu i będą
    z nami na ten temat rozmawiały. Ale bardzo proszę o tym nikomu nie mówić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Znalazłem receptę na te sprzeciwy:
    http://www.senat.gov.pl/k7/kom/ks/2010/041s.pdf

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja bloga Zimowskiego nie polecam, bo to typowy przykład jak krakowski biznesmen od zarabiania na podglądaniu ptakow przeszzedł z pozycji przyrodniczych na prywatę i nie chce, żeby mu cokolwiek w jego biznesie przeszkadzało. A parki narodowe to zawsze jakieś utrudnienie. Podobnie twierdzą niektórzy narciarze, bo się ich nie wszędzie wpuszcza. Przy okazji p. Zimowski kłamie w swoim przydługim wywodzie wielokrotnie, czego jednak nie musimy prostować, bo fakty - czyli opisywana właśnie sytuacja w gminach białowieskich - mówią za siebie. Jak ja lubię te zwroty uprzejmego gorącego polecacza: "czytaj ze zrozumieniem". Oj, biedaku, biedaku, czasy takich instrukcji ideologicznych już minęły i nie wrócą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli dobrze radziłam. Przeczytałeś ze zrozumieniem. Jak mawiał pewien nie tylko Mupet: "myśleć, myśleć, myśleć..."

    OdpowiedzUsuń
  7. Czemu gospodarka taka na 30 tys a nie w całej Puszczy? Najlepiej jakby w całej Puszczy Białowieskiej ustanowić rezerwat przyrody wówczas nie trzeba zgody samorządów i gospodarzem obszaru byłby RDOŚ a nie LP czy gminy.

    Widzę, że na dzisiejsze czasy nie da się załatwić zgniłego nawet kompromisu z gminami. Czyli jaki wniosek - zbierajmy podpisy, to jedyna nasza radę na obecną patową sytuację. Potem będziemy się (jak oczywiście z podpisami pójdzie dobrze) męczyć z politykami, żeby taką ustawę po naszej myśli zechcieli znowelizować. A czy muszą tak zrobić, jeśli będziemy mieli te 100 tys podpisów?
    eko

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy z 16:41

    Taaaak, PRAWDZIWA TWARZ MINISTRA...
    Czy przypadkiem ten minister nie zapętli się niebawem w tych swoich planach...

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy z 16:30. To chyba nie były ustalenia z gminami, a z wójtami. W gazetach znalazłem, że czasami był na spotkaniach przewodniczący rady gminy Białowieża. Jakiegoś spotkania z mieszkańcami sobie nie przypominam, ani nie pamiętam by były jakieś powiadomienia o takich. To chyba więc wójtowie wystawili do wiatru ministra. Mieszkańcy to w konsultacjach się mogą czy w referendum ustosunkować. No, w Narewce się wypowiedzieli, i w Hajnówce też (w radiu było). W Białowieży nie słychać nic o konsultacjach czy referendum. A wójtowie zagrali sprytnie. Już na początku wiedzieli, że teraz będą wybory i trzeba odpowiednio grać. Zagrali i w listopadzie będą plony zbierać. Tak uprawia się politykę. Trzeba grać tak by wygrać - przez ogranie przeciwnika. Czegoś po stronie zwolenników powiększenia parku zabrakło. Tego czegoś co stanowi o tym, że inny z nami wygrywają (tak jak z reprezentacją Smudy).

    OdpowiedzUsuń
  10. Z nami czyli z kim. Ja tam się z decyzji Narewki cieszę. Radni dostarczyli argumentów dla inicjatywy Oddajcie Parki Narodowi

    OdpowiedzUsuń
  11. Koleś z tego bloga szuka winnych swych problemów w ekologach czyli ludziach którzy niestety najmniej mają do gadania dziś w sprawie puszczy.

    Szuka szybkich rozwiązań złożonych problemów, jednak nie zastanawia się jak rozsupłać swój węzeł gordyjski.

    Pozdrawiam.
    Kuba

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo wszystko słowa wiceprzewodniczącego rady Narewki Mieczysława Gryca są dość typowe dla naszych polityków (nie tylko gminnych), a może w ogóle dla tzw. ludu. Jak czytam w Kurierze Hajnowskim on zawsze był przeciw i dodał "Możemy oddać puszczę gospodarzowi, który zrobi z nią coś dobrego. Przecież doskonale wiemy ile niszczonego i marnotrawionego drewna jest w parku. A potrzeby ludzi są bardzo duże. Przecież to drewno, które tam niszczeje, można byłoby oddać za darmo nawet i powodzianom". Nie możemy się obrazić na takie myslenie, skoro ono jest takie popularne, że i radny z Narewki i lider partii opozycyjnej i niejeden poseł i senator mówią podobnie. Widocznie nauka NIE poszła w las (ta w szkole jeszcze).

    OdpowiedzUsuń
  13. ...MACIEJ ZIMOWSKI...tekst racjonalny, opisujący faktyczny stan rzeczy.

    ...polecam .,,przeczytajcie ze zrozumieniem''...

    do autorefleksji LESZO (nie wszystkie boginie to wyrocznie!),kto ma monopol na prawdę?

    ...k.. mać ta niekonsekwencja...

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam uważnie wpis pana Zimowskiego zarówno z http://parkwatch.blog.pl jak i z http://www.bird.pl/puszcza/ ( lepszy). Uważam że posądzenie go o sprzedajność to duże nadużycie. Jego głos uważam za wartościowy wkład w dyskusję,i może nie za wszystkim,ale z większością tez się zgadzam. Jego stanowisko jest przemyślane i wypływa z wieloletniej praktyki. Jeśli chodzi o ustawę i zamach na demokrację to cóż, być może ogranicza ona prawa obywatelskie,ale ochrona puszczy jest dla mnie w tym wypadku priorytetem, i skoro nie dało się z gminami inaczej, po ludzku i normalnie,zgodnie z Bilią,Koranem i zasadami zdrowego rozsądku,to trudno,widocznie gminy nie dojrzały jeszcze do tego,by można je było traktować równie po ludzku. W kwestii dopalaczy też zastosowano środki nadzwyczajne rodem z IV RP,i jakoś specjalnie mnie to nie zbulwersowało.
    Jesli chodzi o model turystyki z głębokiego komunizmu to z panem Zimowskim się zgadzam. Należy rozgraniczyć turystę masowego i niszowego wielbiciela dzikiej przyrody. Jaką ofertę temu drugiemu przedstawia BPN? Żadną. Jestem za poluzowaniem przepisów jesli chodzi o mozliwość swobodniejszego poruszania się po puszczy i BPN,tylko jak to zrobić,by wpuszczając niszowca jednocześnie zablokować niekontrolowany ruch masówki? Może rzeczywiście dodatkowe opłaty zdałyby egzamin.

    OdpowiedzUsuń
  15. W tekście Zimowskiego nie podoba mi się intencja. To nie jest głos człowieka kochającego dziką przyrodę tylko obrońcy pewnych interesów, dość wąsko pojmowanych - taki "mały antropocentryzm". Jeśli chodzi o BPN, to moim zdaniem nigdy, żaden "niszowy" turysta, któremu naprawdę zależało na odwiedzeniu pierwotnej Puszczy i który wiedział jak się tam zachowywać nie czyniąc szkody, nie miał z odwiedzeniem parku problemu. Być może było i inaczej, ale z tego co ja wiem, to niezależnie od dyrektorów, gdy ktoś taki zjawiał się z prośbą o przepustkę, to ją dostawał. Pamiętajmy jednak, że Park jest bardzo mały, a niedawno był jeszcze o połowę mniejszy i dlatego chroniony ściśle! Wiele innych pn u nas to maleńkie wysepki, których głownym celem, także we wspólnym interesie,a nie wybranych naukowców, jak głoszą niektórzy dążący do konfliktu, jest ochrona przyrody przed ludźmi. Na bardzo małych obszarach limitowanie wstępu wydaje mi się słuszne. Jednak zakazy poruszania się po rezerwatach w całej Puszczy są na pewno "na wyrost". Żadna "masówka" nie zacznie z jakichś powodów po nich chodzić! Poza tym od dziesiątków lat, nie tylko w Polsce, są ludzie, którzy nie tylko chodzą po obszarach chronionych, ale także w nich nocują nie zostawiając śladów i niczego nie niszcząć. O nich nie musimy się obawiać. Gdyby powiekszyć BPN z pewnością można by znacznie bardziej otworzyć całą Puszczę dla indywidualnych turystów, bez obawy o zagrożenia dla przyrody. A proponowana zmiana ustawy nie ma jednak nic wspólnego z zamachem na demokrację. Demokracja nie oznacza oddawania decydującego głosu w sprawach majątku narodowego w ręce gmin, w dodatku ludzi - niestety - niedouczonych w tych kwestiach. Zauważmy, w sprawie terenu wojskowego w Puszczy to jakoś gminy nie mają prawa weta, podobnie nie mogą decydowac wetem w sprawie autostrady czy nawet kopalni będącej własnością Skarbu Państwa. I nikt nie mówi, że to niedemokratyczne. Decyzje, jak leczyć, też nie podejmuje konsylium z udziałem wójtów (choć byłoby demokratyczniej :).. Dlatego obszary natura 2000 z lokalną demokracją nie mają nic wspólnego, ale z szeroko rozumianym interesem społecznym mają 100% wspólnego. A co do zagrożenia ze strony dyrektorów? Bywają bardzo różni, ale odwoływani są nigdy nie za brak ochrony przyrody, a często przeciwnie. Przebudowa służby w parkach to kolejne wyzwanie, ale na razie tracimy przyrodę, ktorą te niedoskonałe parki nie moga chronić nawet w ułomnej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  16. Teraz dopiero przeczytałem tekst Zimowskiego sprzed 10 lat i dlatego jeszcze dopisuję parę słów: Autor nie jest przyrodnikliem, lecz leśnikiem i jego wywody przypominają podejście lansowane w kręgach nadleśnictw, niestety niezbyt przyrodnicze. W dodatku to, co przez te 10 lat się wydarzyło ukazuje jak bardzo się mylił w swoich hiobowych prognozach wówczas (turystów corocznie przybywa (ok. 13%) i głównie w Białowieży, gdzie jest park. Trasy turystyczne w BPN na szczęście nadal nie są znakowane, a miejscowi przewodnicy mają dochód z oprowadzania wycieczek, propozycje autora urządzania parkingów samochodowych w środku Puszczy brzmią wręcz groźnie! (choć pod Miejscem mocy "udało się" to LP zrealizować). Autor tych wymurzeń i wówczas, i dzisiaj traktuje Puszczę jak teren eksploatacji - turystycznej, podobnie jak las gospodarzy - najważniejsze, żeby zachować trwałość lasu, a w przypadku turystyki, by zwiekszać turystyczne "obroty"! Zero refleksji nad skutkami antropopresji i planowaniem całego obszaru pod kątem podyktowanego analizami strefowania. Bo zachowanie naturalnych procesów i przyrody, a nie turystyka są głównym celem parku. Turystyka ma się rozwijac właśnie w ramach tych warunków. Zimowski pisze 10 lat temu właściwie to samo, co zawierały judzące ulotki anonimowego komitetu protestacyjnego, wzywające do protestu: że turystyka nie ma tu szans a turyści uciekną do atrakcyjniejszych krajobrazów. Tymczasem ilość hoteli i kwater jakie od tego czasu powstały mowią same za siebie, a turyści z Polski - wg niedawnych badań naukowych - są nawet gotowi dopłacać za zachowanie chronionej Puszczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Janusz,jasne że parki są przede wszystkim po to by przyrodę chronić,ale nie tylko. Mają też inne cele m.in. turystykę, i z punktu widzenia dilera usług turystycznych on pisze. Jednym z argumentów za powiększeniem BPN często przytaczanych dla miejscowych jest właśnie to, że Białowieża ma się rozwijać turystycznie i przekwalifikowywać z rąbania na oprowadzanie turystów,więc bądźmy konsekwentni. Organizacja turystyki dla niszowców pozostawia w Białowieży wiele do życzenia,co starał się wykazać, i jego wywody nie są pozbawione sensu. Nie wyczytałam z nich, że jest za otwarciem totalnym,żeby każdy łaził gdzie chciał,ale mówi o poluzowaniu dość ostrych restrykcji, możliwości zejścia na pewną odległość ze szlaku i wejścia bez przewodnika do określonych miejsc w rezerwacie ścisłym, i starał się wykazać, że możliwe jest to bez wyrządzania szkody przyrodzie. Te postulaty wydaja mi się słuszne i jestem całym sercem za. Twoja wypowiedź, że każdy wielbiciel przyrody dostanie przepustke by połazić samemu po rez. ścisłym wprawiła mnie w najwyższe zdumienie. Dowodziłoby to, że prawo jest martwe i tak jak to przy ostrych restrykacjach bywa,jest mnóstwo sposobów "na granicy prawa" by je omijać. Jesli chodzi o turystę indywidualnego to pewnie jakos sobie z tym poradzi, ale co ma zrobic grupa zorganizowana np. ornitologów,która przyjeżdża z biurem turystycznym, które na granicy prawa i każdorazowych wyjątkach funkcjonować nie może?No chyba że za każdym razem ma stać w kolejce po pieczątkę i bumagę od dyrektora, który nic innego nie robi tylko rozpatruje każdy taki przypadek indywidualnie. Nie lepiej byłoby to uregulować?
    Jesli chodzi o "mały antropocentryzm"jak to okresliłeś, to czy jest jest on taki do szpiku kości i z natury zły? Nie tylko człowiek, każdy gatunek jest po swojemu "centryczny" i o swoje interesy dba jak umie najlepiej, także traktuję to jako cechę przyrodzoną i najzupełniej naturalną. Jest takim samym elementem ekosystemu jak robaczek, i też chciałby uszczknąć dla siebie, i tak to wszyscy z tej puszczy chcą ciągnąć-pilarze,naukowcy,lesnicy,przewodnicy i turyści swoją radośc chcieliby przeżywać.Jednemu najwazniejsza jest ilość pozyskanych kubików drewna, drugi chce doktorat napisać i też po ścisłym szwęda się i czipuje rysie,wychodzi mi że ja to relatywnie najmniej chcę, bo tylko posiedzieć gdzieś pod dębem i pocieszyć się tą chwilą sam na sam z dzika przyrodą bez obecności żandarma.
    Stawianie sprawy człowiek kontra przyroda razi mnie. Nie chcę być kontra i czuć się niepożądanym gościem na łonie natury. Wierzę we współistnienie w harmonii. Takie atawistyczne marzenie o pierwotnym Raju. Człowiek nazwany jest sapiens, czyli rozumny, więc niechże to tak zorganizuje, żeby mądrze było.

    OdpowiedzUsuń
  18. Razi cię zestawienie człowiek kontra przyroda. Wierzysz we współistnienie i harmonię. Ja też. Ale jak się wczytasz w to co Kaczka pisze, to zobaczysz że on wierzy w coś zupełnie innego - w to że to człowiek jest panem wszelkiego stworzenia i wszystko ma służyć człowiekowi. A z takim postawieniem sprawy ja się zgodzić nie mogę.
    Owszem - parki narodowe powołujemy również w celach turystycznych, po to by pokazać człowiekowi jak wygląda ten czy inny ekosystem, który poza parkami trudno znaleźć, który jest wyjątkowy, albo właśnie charakterystyczny dla jakiś ekosystemów. Ale przedewszystkim te parki tworzymy po to, by te ekosystemy chronić, by je zachować. We współczesnym świecie, w krajach rozwiniętych, chronić je musimy właśnie głównie przed człowiekiem. Granice mają to do siebie, że powinny coś od czegoś oddzielać. W niektórych przypadkach to rozgraniczenie nie może być elastyczne. Skoro pozwolimy na poruszanie się po ścisłym bez przewodnika albo reglamentowanej i przynajmniej z założenia wydawanej wyłącznie osobom co do których wiadomo, że nie narobią przysłowiowego "bydła", to nie możemy już wprowadzać żadnych ograniczeń. Jesli może wejść grupa 10-osobowa, to może wejść i stuosobowa. I uwierz mi, po zniesieniu ograniczeń prędzej czy później wejdzie. Bo wiadomo że dla organizatora wycieczki, takiego jak Kaczka np., czym więcej klientów, tym większy zarobek. Jesteś przekonana że te 50 km ścisłego w Puszczy Białowieskiej, czy np. bagna biebrzańskie, przetrzymają takie obciążenie? Bo ja wiem, że nie przetrzymają, że wywrze to na nie wpływ. Negatywny.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bazylio, dawno, dawno temu mieszkałem w tatrach, byłem nawet członkiem klubu wysokogórskiego. Ścieżka grzbietem Czerwinych Wierchów, nad cudną, dziką Cichą Dolina była cienka jak tropinka w Puszczy. Często spacerowałem sciezynką na Kominiarskie Wierchy podziwiać szarotki. Po wielu latach wróciłem i zobaczyłem wielometrowy pas wydeptany na Czerwonych Wierchach a ścieżka na Kominiarski była zamknięta. Ucieszyłem się. Nie przeszkadza mi, że tam mi wchodzić "niedemokratycznie" zabroniono. Dawno temu, odwiedziłem Białowieżę i po wycieczce z przewodnikiem zapragnąłem iść do rezerwatu sam. Przeczytałem w regulaminie, że poza główną ściezką mozna tylko za zgodą dyrekcji. Nie pamiętam już, czy był to któryś z dawnych dyrektorów, czy zastępca, ale na jeden dzień taką przepustkę dostałem, po wyjaśnieniu co mnie interesuje, i też tylko na ograniczony obszar. Byłem zadowolony, ze tak dba się o park i nie odebrałem tego jako restrykcję. Byłem wdzięczny tym, którzy z troski o naszą wspólną przyrodę ustanowili taki regulamin w Puszczy. Jestem wdzięczny dyrekcji parku, kiedy zamyka główną ścieżkę turystyczną, bo z powodu opadów presja wycieczek powoduje zniszczenie gleby i uszkadzanie systemu korzeniowego, a przede wszystkim zamienia ten maleńki kawałem raju w ścieżkę na Czerwonych Wierchach. Zimowski nie chce przewodników - to tak mamy dbać o to, żeby ta setka miejscowych ludzi, którzy kończyli długie kursy i żyją z oprowadzania, poczuła się niepotrzebna, skoro badania niezbicie dowodzą, że Polacy są gotowi płacić za zachowanie tego Raju? Wolę, żeby płacili na park i miejscowych przewodników niż na jakieś biuro Bird Travel z odległego miasta (nawet najfajniesze) itp. Turystyka i tak się tu rozwija, jak już pisałem. Prawo nie jest martwe, regulamin parku mowi, ze poz uzuskaniu zgody od dyrekcji każdy może pójść dalej do rezerwatu, np. z kompetentnym, uprawnionym przewodnikiem. Ale nie ma kolejki takich czekających. To jest właśnie dobre - moim zdaniem prawo, a nie bezprawie. Nie zrozumiałaś mnie, kiedy pisałem o małym antropocentryzmie(dużym ego). Pisze o tym mądrze psycholog Ryś Kulik w ostatnim Dzikim Życiu: większy antropocentryzm nie myśli tylko o tym jakie ja mam zachcianki, ale na ile moje zachcianki odbierają innym, także innym gatunkom, ich prawa. Jesteśmy częścią przyrody ale wyposażoną w samoświadomość i umiejętność przewidywania, więc mamy inną odpowiedzialność z użytkowania przyrody niż np. wilk. I potrafimy się ograniczać zanim na nas to wymusi przyroda - też będąca częścią nas. A może nie potrafimy? Oglądam właśnie projekt konkursowy na przebudowę rezerwatu pokazowego zwierząt - super nowoczesny z halą ekspozycyjkną wielkości Kauflandu usytuowaną w środku Puszczy. Czy na tym polega rozwój i postęp? Jak chciał p. Zimowski, żeby na polanach składowych porobić parkingi dla aut, a w scisłym oznakować szlaki to nie będą potrzebni przewodnicy, a bardziej zaawansowanych puścić bez ograniczeń? Na szczęście Puszcza jest większa niż BPN i jeśli ją szybko obejmiemy ochroną parkowa, to będzie mozna zrobić projekt sensownego strefowania i zmieścić atrakcje dla wszystkich. Ale też będą jakieś wielkości graniczne. W planowaniu nazywa się to pojemnością, ktorej przekroczenie powoduje utratę wartości. Ja akurat nie jestem optymistą i raczej spodziewam się, rozwoju nazywanego disneylandyzacją, bo nasz mały antropocentryzm kończy się często na zderzaku samochodu lub interesach "swojego" plemienia. Takie myślenie napędza wlasnie rynek, więc ochrona przyrody nie jest łatwa, ale warto bronić wojego większego, dzikiego JA.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ludzie piszą, że Polacy chętnie chronią to co jest daleko od ich domu. To zauważcie o co tu chodzi: koło swojego domu nie chcemy ochrony, bo tu liczy się tylko nasz egoizm, a gdzieś dalej to już kierujemy się szlachetnym myśleniem o wspólnym dobru. Dlatego oddawanie kompetencji w ważnych sprawach społecznych do najniższych szczebli nie jest demokracją a ochroną prywaty. O wspólne dobro trzeba dbać będąc nieuwiklanym w lokalne interesy. Znacie "Wolnoć Tomku w swoim domku" i do czego taka "wolność" prowadzi?

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy, tego że Kaczka chce być panem wszystkiego przyznam szczerze,nie wyczytałam, no ale może nie jestem tak uczulona na tą sprawę jak Ty.
    Co do tego, czy ścisły wytrzyma wzmożony ruch turystyczny-nie wiem, nie znam się na tym,by formułować wiarygodne wnioski,ale mogę pogdybać. Wędrując po puszczy zarówno w rezerwatach jak i poza nimi nigdy nie spotkałam 100 osobowej grupy,która zachowywałaby się jak bydło,chociaż teoretycznie takiej wykluczyć nie mogę. Zwykle spotykam turystów z lornetkami,aparatami fotograficznymi, ubranych w eko-maskujące ubrania. Chodzą góra po kilka osób i widać, że w tej puszczy szukają czegoś więcej niż przewietrzenie głowy po wieczornej popijawie. Największy ruch spotkałam na ścieżce w ścisłym. Należałoby się zastanowić,czy i w jaki sposób te dziesiątki tysięcy osób przewalające się rocznie po tej kilkukilometrowej ścieżce zruinowały ten kawałek ekosystemu. Wydaje mi się, że nawet jesli wywierają jakiś wpływ,to nie ma on wiekszego znaczenia.I jesliby wpuścić na jakiś szlak kilku-kilkunastokilometrowy ruch pieszy i rowery to nawet jeśli zdarzą się niepożądane incydenty,to trudno mi sobie wyobrazić, że będzie to miało jakis zasadniczy wpływ na stabilność ekosystemu,nie wspominając o kataklizmach. Nie demonizujmy, puszcza ma większych wrogów niż chodzący bez przewodnika turyści. Słyszę czasem jak ktoś bąknie, ile osób szwędna się po ścisłym,naukowcy,dziennikarze,fotograficy,lesnicy,i łażą gdzie chcą. Ja im nie żałuję, ale widzę że tylko wycieczka idąca po ścieżce z przewodnikiem nie może na metr zejść z trasy,bo trawkę może zgnieść.

    OdpowiedzUsuń
  22. Janusz,napisałeś tak dużo że muszę to przemyśleć:-)

    OdpowiedzUsuń
  23. JK napisał: "...Autor nie jest przyrodnikliem, lecz leśnikiem..."
    Ja znalazłam w sieci: "Tak, więc nasz wizerunek wygląda na zasadzie  leśnik tnie, leśnik sadzi.
    Tylko tak naprawdę między posadzeniem drzewa, a jego ścięciem jest okres stu lat i…
    właśnie te sto lat jest pracą leśnika."

    Coraz mniej podoba mi się to co forsuje na tej stronie JK. Niby obiektywizm, racje, wartości, że H. sapiens ma być w rzeczywistości sapiens - ale jak dochodzi się do szczegółów, to zdaniem jednych inni już nie są sapiens - no i na koniec pojawia się gostek - JK - arbitralnie piszący kto jest, a kto nie jest przyrodnikiem. Porażka i kompromitacja.

    OdpowiedzUsuń
  24. "właśnie te sto lat to jest praca leśnika" - a nie przyrodnika! o to ci chodziło?

    OdpowiedzUsuń
  25. JK,nie chciałabym aby Puszcza została zadeptana,to pewne,ale jednak turystyka tatrzańska i białowieska różnią się, nie ten rozmach i chyba jednak nie ten sam turysta.Prawda jak zwykle chyba gdzieś pośrodku leży. Podjąłeś wątek turystyki masowej. Osobiście uważam, że stawianie na turystę masowego w przypadku Białowieży to kompletna pomyłka. Co taki turysta może tu robić dłużej niż 2 dni? Kiedy zobaczy już rezerwat pokazowy,cerkiew i muzeum i wypije żubrówkę,to co dalej? Jeszcze postrzelać szampanami może na sylwestra i na następny dzień przejechać się na kulig, i zaczyna nudzić się,więc do domu zmyka. Jaka to dla niego atrakcja taka puszcza białowieska? Nie doceni i nie zrozumie, z czym obcuje. Po co przeszczepiać pomysły rodem z Białorusi, Dziadka Mroza i tak nie przebijemy. Białowieża powinna stawiać na turystę niszowego,ornitologów,koneserów dzikiej przyrody. Oni przyjadą i docenią, będą siedzieć tydzień i dłużej i w lesie nie naśmiecą,tylko muszą mieć tą szanse, żeby zobaczyć,pobyć, a nawet -jak pisałeś-namiot postawić i przenocować w lesie, żeby rano upatrzonego ptaszka sfotografować. Myslę że od takich turystów wielka krzywda puszczy by się nie stała.No ale masz rację, u nas to Disneyland musi być, bo tak rozumie się postęp i nowoczesność.

    OdpowiedzUsuń
  26. Czołem
    A ja myślę że jednak troszkę się mylisz Bazylio. Ludzi przyjeżdżających na wakacje na kwatery jest coraz więcej i siedzą najmniej tydzień a z reguły dwa. Co ich przyciąga? cisza, spokój, drewniana architektura tutejszych wiosek, ten klimat ciszy i spokoju jaki tam wieczorami panuje no i Puszcza a ta jest pełna rożnych atrakcji, uwierz tak jest dlatego z roku na rok powstaje coraz więcej kwater ;-)
    to jedno, a drugie to miłośnicy ptaków, ja bym bał się ich masowo wpuścić do lasu bo czasem są bardziej szkodliwi niż "drwal z piłą co wytnie jedno drzewo i sobie pójdzie". A taki ptasi podglądacz cały dzień potrafi czaić się za drzewem bo zobaczyć upragnionego ptaszka który właśnie karmi młode, tylko że cały czas mu ktoś przeszkadza, dzień dwa trzy ... Jak dodamy ze z reguły dotyczy to tych najrzadszych gatunków tych największych perełek to zaczyna pojawiać się problem w mojej ocenie. Ponadto kumulacja ptasiaży jest właśnie w okresie lęgowym, wtedy wpadnij np na Kosy Most i zobacz ile jest tam grup, czasem parking pęka w szwach. Rekord jaki naliczyłem, to jeden autokar, 4 busy i 16 samochodów osobowych w ciągu godziny. I dlatego myślę że lepiej że oni chodzą po szlakach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  27. do kolegi z 19:32

    Słuchaj, a na czym jak nie na hodowli, czy uprawie, polega praca leśnika z Lasów Państwowych. I czym się to różni od pracy hodowcy świń, czy rolnika uprawiającego rzepak. A dwóch ostatnich przyrodnikami raczej nie nazwiesz.
    Zadaniem przyrodnika jest badać, zadaniem hodowcy - produkować. Nie umniejszając roli żadnego z nich, nie zajmują się tym samym. Obaj są potrzebni, dla obu jest wiele obszarów działania. Niekoniecznie jednak to te same obszary.

    OdpowiedzUsuń
  28. hej Czołem
    co do pierwszej refleksji,zgadzam się. Ta grupa turystów jakoś mi uknęła, choć dotyczy ona głównie okresu wakacji, i raczej szuka wiejskiego spokoju niż przyrody,ale masz rację.
    Co do drugiej to postarajmy się nie wylewać dziecka z kapielą. Jasne że zawsze mi cegła może spaść na głowę,ale gdybym chciała ograniczyć ryzyko do zera,po prostu nie wychodziłabym z domu.

    OdpowiedzUsuń
  29. Anonimowy z 21:43
    czyli tak w rzeczywistości nic nie wiesz o leśnictwie i hodowli lasu. Nazwy utylitarne, ale wiedza przyrodnicza do bólu. Często głębsza niż przyrodników specjalistów od jakiegoś gatunku czy grupy systematycznej. Porównanie do hodowcy świń czy rolnika (hodowca świń to też rolnik) jest trafieniem kulą w płot. Bo to jest stosowanie wiedzy przyrodniczej - są przyrodnikami bo muszą znać prawa przyrodnicze (w określonym oczywiście zakresie - analogicznie jak specjalista od porostów), a dodatkowo wiedzieć jak z nich korzystać w praktyce. To trochę tak jak z przysłowiowym Cyganem, który oduczał konia jedzenia - on był również przyrodnikiem - eksperymentatorem (oddzielną sprawą jest w tym przypadku etyka takiego badacza). Szkoda, że tak kiepsko w dalszym ciągu kształcą i w szkołach i w ramach edukacji nieformalnej - niby ekologicznej różne organizacje pozarządowe.
    I w Puszczy jest miejsce dla leśników. Przyroda pokazuje często gdzie popełniamy błędy. Ale jest też doskonałym nauczycielem. Zwłaszcza dla tych co chcą się uczyć - a nie tylko biernie i bezrefleksyjnie sobie oglądać i ganić wszystko co nie jest po jego myśli.
    Idąc Twoim tokiem myśli - to po co szukać nowych środków i technik medycznych. Toż natura tak chce by się chorowało i umierało w cierpieniach. Przecież medycyna walczy z mikrobami, które są równorzędną składową globalnej przyrody.

    OdpowiedzUsuń
  30. Czołem,
    jakby to napisać Bazylio co do grup ornitologów to niestety takie zdarzenia mają już miejsce. Nie trzeba popuszczać, czy eksperymetować by wiedzieć że tak będzie bo już tak się zdarza pomimo ze ludzie Ci mogą poruszać się tylko po szlakach. Problem jest w tym że po prostu mamy taką mentalność, a raz wpuszczonych ludzi swobodnie do lasu nie da się wygonić bo to jest zamach na demokracje ;-) hi hi hi

    OdpowiedzUsuń
  31. kolego z 7:36, posłuchaj belferki: przyrodnik to nie osoba korzystająca z wiedzy przyrodniczej, bo wszyscy z niej w jakimś stopniu korzystamy, lecz osoba zajmująca się badaniem przyrody a nie wykorzystywaniem wiedzy przyrodniczej w jakimś zakresie do eksploatowania przyrody. Termin ten nie odnosi się bezpośrednio nawet do absolwenta wszystkich nauk przyrodniczych, bo wówczas przyrodnikiem byłby absolwent zarówno np.biologii, jak i fizyki czy nauki o ziemi. W j. polskim przyrodnikiem nie nazywamy leśnika, rolnika, górnika czy astronoma (to już nauka przyrodnicza), lecz np. botanika. Zaklinanie słów nic tu nie pomoże.

    OdpowiedzUsuń