22 września 2010

Tym razem felieton

Dotychczas wrzucaliśmy tutaj z Darkiem krótkie info i linki. Ponieważ
wyjezdżam na kilka dni i newsów z samej Białowieży może nie być, tym razem
łamię dotychczasową formułę i będzie felieton o aspekcie ...
propagandowo-narodowościowym sporów o powiększenie parku narodowego. Może
niektórym z czytelników pozwoli poznac i ten wymiar lokalnych klimatów:

Woda nie zależy od kształtu naczynia, lecz od tego z czym się ją zmiesza.
Dzisiaj na targu w Hajnówce zaczepił mnie pewien człowiek, któremu
nieobojętne jest zachowanie narodowości w naszym regionie i podjął rozmowę w
związku z toczącymi się sporami o Puszczę (to już stały, dyżurny temat
hajnowszczyzny). Próbował mi wytłumaczyć, że oferta 30 milionów dla gminy, w
zamian za zgodę na zmianę administracji lasu z leśnej na park narodowy to
grosze jałmużny, bo przeliczył wartość drewna stojących dębów i wyszły mu
setki milionów. Nie był świadomy, że te dęby, niezależnie czy w ramach parku
narodowego czy lasów Państwowych i tak nie mogą być wycięte, nie są
własnością gminy, a ich istnienie w Puszczy nie ma się nijak do formy
zarządzania obszarem. Nie podjąłem dyskusji, bo trzeba by wyjaśniać co to
jest europejska sieć Natura 2000 i że nie jest na złość ludziom, lecz
właśnie dla uchronienia wspólnego dobra oraz dlaczego stare dęby, którym
pozwoli się przejść wszystkie fazy rozpadu, stanowią właśnie o dużo większej
wartości tego lasu niż okleina dębowa. Że tzw. drzewa martwe w Puszczy to
nie marnowanie surowca a ochrona nigdzie więcej nie występujących w
podobnych warunkach procesów naturalnych, które powodują, że pisze się o
niej w największych światowych bestselerach i uczy w szkole. Widząc, że
kończymy rozmowę, mój adwersarz podsumował, że przez ochronę nie powstanie
ileś tam tartaków, że Hajnówka się wyludnia i następuje zagłada mniejszości
ukraińskiej. Akurat poprzedniego dnia oglądałem przysłany mi film o Puszczy
Białowieskiej, pokazany w telewizji japońskiej dla wielu milionów ludzi, w
którym reżyser pokazał hajnowskiego drzewiarza wykrzykującego na publicznym
spotkaniu, że w Puszczy mamy do czynienia z terroryzmem naukowym. Swoje
wystąpienie ów mówca zakończył konkluzją że tą drogą następuje wyniszczenie
narodowości białoruskiej! Okazuje się więc, że przynajmniej dwie narodowości
są zagrożone przez park narodowy (nawet potencjalny, bo Hajnówka się
wyludnia od wielu lat, chociaż parku jak dotąd wcale nie powiększono...)
Najwyraźniej ci obrońcy mniejszości narodowych chcieliby Białorusinów i
Ukraińców zachować w postaci drwali, a najlepiej jeszcze ubrać w łapcie i
koszule lniane. Otóż nie, moi drodzy, jeśli mówimy o narodowości, to użyję
takiego porównania: woda jest wodą niezależnie od naczynia w jakie się ją
wleje. Przestaje być wodą, kiedy się ją zmiesza z czymś innym, kiedy
zapomina się swojego języka, nie czyta książek, wypiera lokalnych nazw i
własnej historii. Kiedy woda źródlana się zmiesza z dobrym winem, będzie
napój do niczego niepodobny. Tymczasem panuje u nas przekonanie, że
mniejszość narodowa przetrwa tylko, kiedy nie zmieni swojego zajęcia,
wynikającego z zacofania gospodarczego regionu. Każda praca wymaga szacunku,
i nie mogę zrozumieć, dlaczego stosunkowo nieliczną grupę tzw. ZULi, czyli
najciężej pracujących bezpośrednio w lesie, nie obejmuje się w ramach
dyskusji o powiększeniu parku programami osłonowymi, szkoleniami, słowem
realnym wsparciem gwarantującym, że nie stracą, gdy pozyskanie drewna
zatrzyma się na poziomie potrzeb lokalnych? Samorządy walczą o kolejne
miliony dotacji, ale jakoś o tych najciężej pracujących ludzi się nie
upominają. Nie ma to jednak nic wspólnego z zachowaniem mniejszości
narodowych. Zastanawiam się, kto był tym mistrzem nienawistnej i
degradujacej lokalną ludność propagandy w roku 2000, kiedy w jątrzącej
ulotce skierowanej do mieszkańców ziemi hajnowskiej zakreślił obraz
"miejscowego", jako osoby zarabiającej pozyskując drewno, zbierając poroże,
zioła, grzyby i jagody - zabrakło tylko słów o łykowych łapciach. Wówczas
wrogiem dla autorów tej propagandy nie byli jeszcze ekolodzy lecz naukowcy,
w wizji tego propagandysty środowisko niedostępne dla Białorusinów czy
Ukraińców. Bo jak inaczej zrozumieć zawarte tam pytanie - apel: "możesz
uciec jak najdalej stąd, zostać naukowcem, albo pozostać na ziemi przodków i
walczyć o swoje prawa!" Minęło 10 lat, parku nie powiększono, młodzi
mieszkańcy Hajnówki uciekają jak najdalej z tego miasta lub jadą do pracy do
Białowieży gdzie jest park narodowy i rozwijający się wokół sektor usług, a
niektórzy, wbrew cynicznej propagandzie sprzed lat zostają naukowcami. Mimo
formalnych możliwości nie powstały w naszych miejscowościach nazwy
dwujęzyczne, Białoruskość i ukraińskość, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami
(jeśli na terenie Puszczy to dzięki warszawskiej Fundacji Jacka Kuronia i
ludzi z Bielska i Białegostoku) ogranicza się do imprez w rodzaju Nocy
Kupały. Znam wielu młodych Białorusinów i Ukraińców, którzy pozostanie w
regionie uzależniają od rozwinięcia się parku narodowego, bo kariera jako
eksponat folklorystyczny ich nie interesuje. Zastanawiam się, kto pisał
przed laty tę propagandę utożsamiającą Białorusina z drwalem - bo z całą
pewnością nie przedstawiciel lokalnej mniejszości narodowej.
Janusz Korbel

4 komentarze:

  1. Jeszcze dodam, uprzedzając zarzuty, że wiem o działalnosci ośrodka białoruskiego w Hajnówce i wielu dobrych inicjatywach pracującej tam garstki ludzi, ale to naprawdę za mało. Potrzeba sensownej polityki chroniącej i przyrodę i kulturę regionu. Bo obecnie wygląda na to, że największy opór przed parkiem narodowym, to poza przeliczaniem kubików "marnujacych się" dębów bierze się z obawy, że może będzie trudniej wyprzedawać tereny rolne wokół Puszczy "warszawiakom" pod dacze. A potem ktoś napisze, że "obcy" zniszczyli nam lokalny krajobraz (choć w gminach warunki zabudowy to już obcy nie wydają).

    OdpowiedzUsuń
  2. Hajnówka wymiera to prawda.Dlatego że od 90 lat była nastawiona na przemysł drzewny nie na turystykę. Władzy raczej też nie za bardzo zależy by zmienić wizerunek tej mieściny. Przecież budowa krytej pływalni czy (jak to ma obecnie miejsce) "orlików" nie wpłynie moim zdaniem na zainteresowanie turystów. Nie ma tu ani porządnej restauracji czy hotelu ale to już raczej wina samych mieszkańców.
    Można powiedzieć że bliskość Puszczy to dla Hajnówki dar ale i "utrudnienie". Dar czyli szansa rozwoju turystyki ale raczej słabo ona tu się rozwija a właściwie wcale. Utrudnienie - tu nie wejdzie żaden przemysł właśnie z powodu bliskości Puszczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Storm - masz rację, zgrabnie to ująłeś. Ja bym to jednak rozszerzyła, turystyka tak, jako szansa, ale inaczej niż w przypadku Białowieży. Takie miasteczka jak Hajnówka powinny pełnić funkcję centrów usługowych dla całego regionu, w tym takich usług z których korzystają 1.turyści 2. oferujący usługi turystyczne. Poniekąd w małej skali Hajnówka już te funkcje spełnia, choć jeszcze dużo przed nią. Mam na myśli takie usługi, jak centrum handlu rolnego- owoce, warzywka, nabiał, miód. Pamiątki - wytwórstwo i sprzedaż. Tartaczki wytwarzające galanterię drzewną, oraz podstawowe elementy architektury drewnianej, jak płoty, altanki, drewniane okna... Informacja turystyczna. Hotele i dancingi - niech to się dzieje w Hajnówce, a odciąży z hałasu Białowieżę. Plus te wszystkie usługi, które są tańsze niż w Warszawie - od szewca i stomatologa zaczynając, a na wymianie opon zimowych kończąc (nie żartuję, sama gadałam z człowiekiem co jadąc do Puszczy zabierał przy okazji opony na wymianę, bo tu jest dwa razy taniej niż w Warszawie...).

    OdpowiedzUsuń
  4. Problemem Hajnówki i okolic nie jest ewentualnie powiekszony park narodowy, a tym bardziej jego brak. Wycięcie Puszczy nie rozwiąże lokalnych problemów, nie wycięcie też mieszkańców nie zbawi. Hajnówka to nie Majorka i na samej turystyce przyszłości nie zbuduje. A na czym zbuduje? Nie wiem, od tego mamy armię polityków samorządowych i innych. Biorą potężną kasę, niech myślą i tworzą warunki, tak aby ludziom było dobrze i nie zwiewali.
    Na pocieszenie dodam, że na przyszłość całej Polski politycy też nie mają żadnego sensownego pomysłu, a ludzie uciekają z tego kraju masowo za granicę, niegorzej niż z Hajnówki. Jedyna różnica w tym, że Polsce nikt z zewnątrz za powiększenie parku narodowego extra kasy nie proponuje.

    OdpowiedzUsuń