25 września 2010

Pilnuj swojego pupila, bo może zostać odstrzelony

Myśliwi w całej Polsce praktycznie bezkarnie mogą zabić psa lub kota. Każdy inny człowiek, który zabiłby komuś psa, kota, czyli zniszczył cudzą własność, miałby pewnie spore kłopoty w sądzie. Ale nie myśliwi, oni są ponad prawem, a raczej pod złym prawem, które nierówno traktuje obywateli.
Dlaczego jest to możliwe i jak się przed tym prawniczym absurdem bronić przeczytajcie na stronach www.stopodstrzalom.pl

6 komentarzy:

  1. Właściwie autor poruszył tu szerszy temat, tj. bezpańskich kotów i psów ich oddziaływanie na środowisko. Abstrahuje od głównego wątku dyskusji i negatywnej roli myśliwych w Puszczy Białowieskiej, to ta akurat sprawa jest sama w sobie dość kontrowersyjna, ale ma pewne racje. Wpływ zwierząt domowych na ekosystemy i gatunki chronione jest znacznie, np. na liczebność ptaków. A znam regiony, gdzie nadal właściciele wypuszczają psy i koty samopas, często głodne. Wystarczy przejechać pociągiem relacji Kraków-Warszawa lub Wrocław-Kraków, aby zobaczyć ile jest kotów polujących na łąkach. Liczebność pewnych gatunków ptaków (np. jarząbków i cietrzewi oraz ogólnie ptaków krajobrazu rolniczego) może być znacząco ograniczona (albo trwakle spadać) właśnie przez koty i psy. Mówię to przy całej mojej osobistej sympatii do tych zwierząt. To my jesteśmy temu winni. Uważam, że w regionach, gdzie psy i koty stanowią zagrożenie dla udokumentowanych,chronionych gatunków, ich odstrzał jest dopuszczalny. Na pewno wymaga to konsultacji naukowców w tym zakresie.
    Przy okazji, zawsze mnie zastanawiało czy można zrezygnować z myślistwa tam, gdzie nie ma już zupełnie innych drapieżników (poza człowiekiem;).
    Pamiętajmy także, że w tym środowisku (myśliwych) też znajdziemy ludzi, z którymi można usiąść do stołu. Choć w takich sprawach, jak opisywana na Blogu systuacja w Puszczy Białowieskiej, racja jest ewidentnie po stronie przyrodników i Pracownii NRWI.

    Kasper

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Leszy
    Ma Pan rację, niech psy ganiają sarny, dziki i jelenie. Nawet jeśli ich nie złapią to przeganiane zwierzaki zużyją mnóstwo energii, nie będą też miały też czasu na spokojne żerowanie (zima), dzięki temu nie "dociągną" do wiosny. O młodych mordowanych wiosną nie wspomnę. Zapewne zna Pan wiele przypadków zastrzelenia przez myśliwych psów lub kotów prowadzonych na smyczy? (proszę podzielić się tą wiedzą).
    Krytykując odstrzeliwanie kłusujących (wałęsających się) psów, na pewno ma Pan w zanadrzu inny, lepszy sposób na wykluczenie ich z lasu?. Również tą wiedzą proszę się z nami podzielić?.
    Pozdrawiam
    Ps. Tu można zobaczyć efekty "psich zabaw w ściganego": http://www.pieswlesie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, Anonimowy z 10.08 :-)
    Zdarza mi się zaglądać na Twego bloga, cenne jest uświadamianie ludziom faktu, że domowi pupile - psy i koty - to też drapieżniki, i idąc z psem do lasu powinno się mieć tego świadomość.
    Sama mam psa rasy pierwotnej, i na zewnątrz, poza podwórko wychodzę z nim tylko na smyczy, ponieważ wiem że instynkty łowieckie ma on bardzo "na wierzchu", i za spotkaną zwierzyną pogoni na pewno.
    Pytanie jest jednak inne - czy odstrzelenie "wałęsającego się" psa to zawsze jest jedyny sposób czy może jednak ostateczność? Czy nie jest to pójście na łatwiznę? Czy nie powinno być poprzedzone rozmową z właścicielem? Upomnieniem? Mandatem? a dopiero po wyczerpaniu tych środków - rozwiązaniem radykalnym?
    Chodzi o to aby prawo było prawem, a nie jego karykaturą, i działaniem na emocjach. Jestem w stanie zrozumieć, że myśliwym targają emocje po obejrzeniu choćby tego dzika, którego jakiś pies pozbawił nogi, poharatał... Ale nie jestem w stanie zrozumieć, że ten myśliwy będzie strzelał do każdego psa biegającego luzem po lesie. Jeśli właściciel psa ma się trzymać ściśle litery prawa, to myśliwy tym bardziej, ze względu właśnie na posiadaną broń!
    Ja jako obywatel chcę mieć poczucie bezpieczeństwa zarówno od wałęsających się psów (a taka wataha potrafi być niebezpieczna, wiem o tym), ale też od jadących na adrenalinie myśliwych, którzy strzelają do wszystkiego co dzika przypomina (choć żubrem się okazuje) lub do wałęsającego się psa (choć właściciel stoi 100 m dalej, i spokojnie można by zacząć od rozmowy z nim właśnie).
    Niech prawo zawsze prawo znaczy...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie nurtuje jedna myśl - kto dał myśliwym prawo do bycia panem życia i śmierci wszelkiego stworzenia w lesie?
    Społeczeństwo - raczej nie, nikt go o to nie pytał, bo odpowiedź jest z góry wiadoma - gromkie NIE. Dlatego m.in. Komorowski przed wyborami udawał, że myśliwym nie jest. Nawet mu się udało.
    A więc kto? Odpowiadam:
    Myśliwi dali je sobie sami, wykorzystując swoje związki z nomenklaturą, z czasów PRL i nowszych. Sami zaś, obłudnie twierdzą, że takie prawo daje im dokarmianie zwierzyny zimą. Cóż za Himalaje hipokryzji.
    Dzięki niej, psy myśliwskie mogą latać po lesie swobodnie tropić i atakować zwierzynę, psy "cywilów" już nie i można do nich strzelać.
    A potem odpowiadać na krytykę bajkami o psach i kotach bezdomnych, które są zupełnie z innej bajki.
    Dlatego przypominam, że w cywilizowanych krajach z problemem zwierząt bezpańskich walczy się przez wyłapywanie, następnie sterylizację i usypianie niechcianych w schroniskach dla zwierząt. Niekontrolowany odstrzał przez przypadkowych posiadaczy broni palnej zwanych myśliwymi, to nie dość, że nieskuteczne, to zwyczajnie niebezpieczne pseudo rozwiązanie problemu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocie leśny, usypianie niechcianych zwierząt to też jest bycie panem życia i śmierci - tylko że nie w lesie, a w schronisku dla zwierząt. Usypianie niechcianych zwierząt, oraz odstrzeliwanie "wałęsających się" psów i kotów - to jest w jednym i drugim przypadku ręczne sterowanie bardzo złożonym problemem. Każde ręczne sterowanie najczęściej na krótką metę działa, bo problemu jako takiego nie rozwiązuje. Jak sam zresztą słusznie zauważyłeś.

    OdpowiedzUsuń
  6. Różnica jest zasadnicza.
    Sterylizacja i usypianie w schroniskach daje zwierzętom szansę przeżycia w ramach możliwości i prawa. Odbywa się to pod kontrolą przynajmniej kilku osób, w tym weterynarzy i społeczników, w ramach procedur, które są pochodną demokratycznych wyborów.
    Ostrzał przez myśliwych nie daje żadnych szans bezdomnym (i nie tylko) zwierzętom, bo prawem kaduka składa decyzję w ręce nieobliczalnych jednostek. Bez żadnej kontroli i odwołania.

    OdpowiedzUsuń