11 września 2010

Art Panienka i głos samorządów. Sejmik Województwa Podlaskiego wyraża stanowisko choć nie do końca wie w jakiej sprawie.

Na stronie BIP możemy przeczytać stanowisko Sejmiku "przeciwko eliminowaniu
samorządów lokalnych z procesów decyzyjnych w dziedzinie ochrony przyrody".
Sejmik jest oburzony - jak pisze - próbą niszczenia samorządności polskiej,
gdyż - zdaniem Sejmiku - pojawił się w gronie organizacji ekologicznych
"postulat zmian w ustawie o ochronie środowiska, wykluczających
współdecydowanie społeczności lokalnych w procesie poszerzania parku
narodowego". Z kolei w gazetce wydawanej i rozdawanej dzisiaj w Białowieży
możemy przeczytać zarówno pochwałę Starostwa i Gminy, które "dostarczyły
białowieżanom i gościom [...] dużą radość i spokojność o nasze kości, stawy
i... ubranka" (chodzi o wyasfaltowanie ulicy), jak i krytykę polityki na
wyższym szczeblu: "Czy Pan Minister A. Kraszewski wyciągnął odpowiednie
konsekwencje od ludzi, którzy do tego dopuścili? Czy może ktoś, a mianowicie
Pan Premier D. Tusk, wyciągnie konsekwencje wobec szefa resortu środowiska?
(chodzi o sierpniową akcję Greenpeace na dachu ministerstwa) [...] naprawdę
jestem mocno zdziwiony, że Pan Minister Kraszewski nie został jeszcze
zdymisjonowany." W gazetce jest też apel, by usunąć reklamę znajdującą się w
centrum Białowieży. Chodzi o panienkę z krótką z przodu spódniczką,
zapraszającą do "Art Cafe". "Ta nad podziw urodziwa dama, najzwyczajniej w
świecie nie pasuje do otoczenia szkoły." - pisze naczelny gazetki,
najwyraźniej obawiając się o moralność uczniów! (fot: Monika Jóźwiak)

24 komentarze:

  1. Dla niezorientowanych dodam, że w inicjatywie ustawodawczej chodzi o zmianę w ustawie o ochronie przyrody, a nie - jak pisze Sejmik - o ochronie srodowiska, ale co tam ta, czy inna ustawa dla naszych polityków, którzy i tak są najlepszymi ekologami :)..

    OdpowiedzUsuń
  2. wyciągnąć od ludzi to można forsę a nie konsekwencje drogi redaktorze naczelny, bo tak pisać też najzwyczajniej w świecie nie pasuje do otoczenia szkoły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały tekst pana Mateusza Gutowskiego (swoją drogą, niby człowiek młody a zaimpregnowany jak na starego lokalnego aparatczyka przystało) na stronach urzędu miasta Hajnówka:
    http://bit.ly/bCf2Hj

    A tu pewne pytania do autora, jakie mi się związku z jego tekstem nasunęły:
    Oburza się pan Mateusz konferencją GP na którą nie chciano wpuścić leśników. Ale jakoś nie pamiętam oburzenia tego autora, gdy na wniosek starostwa do negocjacji w sprawie poszerzenia BPN nie dopuszczono organizacji pozarządowych. Rozwodzi się długo i obszernie nad tym, jakim cudem ekolodzy mogli siedzieć parę dni na dachu ministerstwa i załamuje ręce nad tym, dlaczego premier nie wyciągnął w tej sprawie konsekwencji.
    Ale już aktami pospolitego bandytyzmu jakich na pracujących w Puszczy naukowcach dopuszczają się doskonale znane organom ścigania osoby (groźby karalne, niszczenie mienia) się nie oburza, nie dziwi go też ani niebywała pobłażliwość wobec sprawców jaką wykazuje się policja, ani też całkowity brak potępienia ze strony przedstawicieli samorządów.
    Nie oburza też pana Mateusza kampania oszczerstw i pomówień, również wyczerpujących znamiona przestępstwa, jakich publicznie wobec ekologów, czy generalnie osób zainteresowanych ochroną przyrody, dopuszczają się różni tzw przedstawiciele (samozwańczy) lokalnej społeczności, łącznie z samorządowcami. Chce pan panie Mateuszu dowodów? A proszę zapoznać się chociażby z wypowiedziami panów Sawickiego czy Poskrobko na spotkaniu z senatorami z komisji ochrony przyrody, czy w Naszym Dzienniku.
    Ubolewa pan Mateusz, że ekolodzy nie bywają na sesjach rady gminy w Białowieży, czy innych gminach? Ale przecież jako ich bywalec pan Mateusz wie najlepiej, jaki jest tam poziom dyskusji. Gdy pojawiają się konkretne argumenty, osoba je wypowiadająca może usłyszeć że hoduje robaki, nie wierzy w Boga, jest ekoterrorystą a w ogóle to lepiej niech milczy, bo puszczy w przeciwieństwie do miejscowych nie sadziła (to zdanie złożone jest z autentycznych cytatów wypowiedzianych w różnych mediach, chociażby już kultowym "Bez Kantów" w TVP3 z udziałem wójt Rygorowicz). Może pan Mateusz powie, jak jego zdaniem, z takimi adwersarzami, ma wyglądać merytoryczna dyskusja? W końcu niech pan Mateusz nie opowiada, że ktoś traktuje mieszkańców Puszczy jak bezwolne bydło. Bo to że się nazywa rzeczy po imieniu i pokazuje skalę problemu i skalę zaangażowania w niego lokalnych społeczności, jest tylko li zapisem rzeczywistości. Najprecyzyjniejszym, bo opierającym się na liczbach. Liczby nie kłamią i z liczb jasno wynika, że osoby realnie mogące odczuć (a i to nie zawsze negatywnie) poszerzenie parku, zwłaszcza w tak komicznej formie jak proponuje to ministerstwo środowiska, to wąski margines.
    W końcu liczę na to, że może pan Mateusz odpowie mi na pytanie, jakie zadaję tu od wielu dni - z jakiego powodu samorządowcy nie chcą zgodzić się na to, by teren rezerwatu przyszosowego przeszedł z Lasów do parku. Pytam, bo ten jeden prosty przykład pokazuje absurdalność całej sytuacji i rzekomych "negocjacji".
    Mam jeszcze dwa pytanie do pana Mateusza. A w jakiej to kwestii ma jeszcze ustąpić ministerstwo środowiska? Przypomnę jakie były wyjściowe warunki ministerstwa - 49 % powierzchni puszczy w parku, park w jednym kawałku. A co mamy dzisiaj - trzy fragmenty, granice wyrysowane bez żadnych merytorycznych przesłanek, przypominające poszarpaną tkaninę, 12 tysięcy nowych hektarów z czego ponad 60 procent to już istniejące rezerwaty. I nad tym samorządy wciąż kręcą nosem. To gdzie ma resort ustąpić? Może istniejący park zlikwidować? Albo zrealizować postulaty Sawickiego, Poskrobki i Rygorowicz w sprawie zezwolenia na wycinanie starodrzewów i zamienić puszczę w zwykły las gospodarczy, taki sam jak te co porastają 1/4 powierzchni Polski?
    I pytanie drugie - a w czym to mają ustępować ekolodzy, skoro nie są stroną w negocjacjach? A nie są, bo sobie tego nie życzyli samorządowcy. To trochę tak, jakbym kłócąc się z żoną o to który kanał w telewizji będą państwo ogądali domagał się panu ustępstw od sąsiada z drugiej strony ulicy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy jestem kto z was pseudoekologów i "działaczy" wypowie się na temat tego artykułu
    http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100912/REGION05/961875222

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ drogi stormie z przyjemnością. Chociaż naprawdę nie wiem, co to za maniera z tymi "pseudoekologami i działaczami". Nie znasz mnie, nie znasz osobiście większości z tych co tu piszą. Ale już samo to że tu piszą, że wyrażają opinie odmienne od twoich, wystarczy ci do tego, żeby obrzucić ich inwektywami. Bo przecież owo "działacze i pseudoekolodzy" to w twoich ustach inwektywa, niewiele się różniąca od dajmy na to określenia "skurwysyny". To powiedz mi czym ty się różnisz, obrażając ludzi tylko za to, że myślą inaczej od ciebie, od takiego Grzyba który chciał Bohdana utopić w bagnie, czy bandytów którzy porżnęli mu opony? Pomyśl nad tym na spokojnie, zanim zaczniesz następnym pisać coś takiego. A teraz przejdźmy do meritum.
    Po pierwsze w artykule brakuje jednej, fundamentalnej informacji - ile osób zatrudniają obecnie ZULe świadczące usługi na rzecz nadleśnictw LKP. I nie dziwię się że jej brakuje, tak jak nie dziwię się, że za każdym razem kiedy wójt Litwinowicz opowiada o tym jaki to będzie biedny za cztery lata i kto mu wówczas wyrówna straty z podatku leśnego, spolegliwi lokalni propagandziści nie zająkną się ani słowem nad wysokością owych strat. Bo by wyszło na to, że problemu właściwie nie ma.
    Według danych RDLP ZULe pracujące w puszczy zatrudniają około 400 osób. Z czego część pochodzi spoza powiatu, w nadleśnictwie Browsk pracuje kilka ZULi z Michałowa, z Hajnówce - z Bielska. Ale niechby i wszyscy pochodzili z powiatu, to to jest niecały procent tutejszej ludności. W dodatku nikt nigdzie nie wyjaśnia, dlaczego poszerzenie parku o 12 tysięcy hektarów z których ponad 60 procent to rezerwaty w których się nie pozyskuje, miałoby skutkować brakiem pracy dla wszystkich ZULi. W praktyce bowiem, jeśli park zostanie powiększony tak jak chce tego resort, powierzchnia gospodarcza puszczy zmniejszy się o jakieś 4-5 tysiący hektarów. Zostanie nadal ponad trzydzieści na których gospodarka będzie trwała bez zmian.
    Ale to wszystko jest mało ważne. Znacznie ważniejsze jest to, że taka argumentacja jak w tym artykule prowadzi wprost do stwierdzenia, że jedynym powodem dla którego tę puszczę wycinamy jest utrzymanie dotychczasowego zatrudnienia dla owych kilkuset osób. Czyli że puszczę, która jest przyrodniczym unikatem na skalę świata, Polska wykorzystuje jako swego rodzaju zasiłek dla mało zaradnych i niepotrafiących się przystosować do wymogów współczesności.
    To przerażające. Na Śląsku bez problemów przeprowadzono program restrukturyzacji w nierentownym górnictwie, odprawami i systemami szkoleń zachęcając do odejścia z branży dziesiątki tysięcy górników. A w powiecie hajnowskim zamiast zrobić coś analogicznego dla maksymalnie 400 osób, wolimy wycinać puszczę, żeby "była robota".
    Powiedzmy sobie wprost - to jest KARYGODNY DEBILIZM.

    OdpowiedzUsuń
  6. 400 osób w ZUL-ach i 150 leśników? I dla 550 osób wycinają światowe dziedzictwo? I z tego afera na cały kraj? Ministerstwo płaci 75 mln? Matko, to żenada jakaś, w jakim kraju ja mieszkam? I żaden prokurator się tym nie interesuje?Wiecie, ja chyba przestanę czytać ten blog, bo mi serce nie wytrzyma.
    A redaktor Bakunowicz znowu o 60 tys.m3 wycinki rocznie,jak RDPL podaje, że 120 m3. Chyba napisze do niego maila w tej sprawie...

    OdpowiedzUsuń
  7. miałam na mysli 120 tys.m3 oczywiście

    OdpowiedzUsuń
  8. Do Anonimowy z 18:58
    To nie jest wyłącznie 400 osób, to są również rodziny, firmy obsługowe, firmy przetwórcze. Tu nie ma żadnego programu restrukturyzacji w zatrudnieniu.
    Byłbym bardziej ostrożny i nie pisał o bandytach. Chuligański czyn - i owszem. Skoro wiesz, kto to zrobił to działaj. Sugerujesz, że mógł to być osobnik, który proponował topienie w bagnie - bez sensu. Sugerujesz jakieś kumoterskie powiązania - działaj.
    Ale też postępujesz okropnie - uważasz nas mieszkańców tego regionu za mało zaradnych - sądzę, że nam do pięt nie dorastasz. Dodatkowo bajasz, że gospodarka pozostanie bez zmian na pozostałym obszarze poza powiększonym parkiem. Nie, nie pozostanie bez zmian - będzie mniej pracy, bo już to wiadomo. Minister wydał odpowiednie polecenia. Już wiadomo, że będzie mniej pracy w lesie (wszystkich), a to pociągnie za sobą redukcje. I my redukowani, będziemy musieli sobie sami z tym poradzić. Tak jak za kolejnych okupantów sobie radzili nasi dziadowie i ojcowie. Część z nas wyjedzie, a ci co zostaną będą jeszcze bardziej zapiekli, zamknięci i nieufni. Nie będzie w tych wyjeżdżających przyjaciół ochrony przyrody. Niestety obecna polska ochrona przyrody robi te same błędy, co wiele lat temu. Jest po prostu przeciwko ludziom. Przeciwko miejscowym, którzy byli z dziada pradziada osocznikami, strażnikami, budnikami, bartnikami, wozakami. Gratuluję dobrego samopoczucia.
    Mamy na Śląsku rodziny i wiemy jakie było to "bez problemu". Synku - guzik wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo redaktor Bakunowicz jest idiotą. 60 tysięcy to wysokość ubiegłorocznego pozyskania w nadleśnictwie Browsk. W sumie w ubiegłym roku w całej LKP pozyskano około 120-130 tysięcy metrów, przy etacie (,maksymalnym dopuszczalnym limicie) wynoszącym 150 tysięcy metrów. W tym roku, do tej chwili, pozyskanie w LPK wyniosło około 89 tysięcy metrów, do końca roku pewnie dobije do setki.

    OdpowiedzUsuń
  10. Synku z 19:48 (tytułuję cię tak jak ty mnie, skoro mnie nie szanujesz, nie widzę powodów dla których miałbym szanować ciebie) prosiłbym jednak o jakieś konkretne liczby. Bo jak na razie z tego co napisałeś nie wynika nic poza twoimi lękami i paranoją.
    Przetwórstwo? Proszę bardzo - według danych RDLP lokalne firmy przetwórcze w liczbie 42 kupiły w ubiegłym roku od LKP nieco ponad 20 tysięcy metrów. Kolejnych 25 poszło na opał. to 45. A wycięto 120. Żeby dla tych 40 firm zabrakło, pozyskanie musiałby spaść poniżej 45 tysięcy metrów. Możesz mi wyjaśnić, jak realne powiększenie parku o 5 tysięcy hektarów ma wpłynąć na spadek wysokości pozyskania o 70 procent? No czekam synku.
    Nie, nie uważam mieszkańców regionu za mało zaradnych, za mało zaradnych uważam wyłacznie tych, którzy domagają się utrzymania obecnej nierentownej i szkodliwej dla majątku narodowego gospodarki tylko i wyłącznie z obawy o utrzymanie dotychczasowych miejsc pracy.
    Piszesz że będzie mniej pracy i to już wiadomo - to napisz synku gdzie tej pracy konkretnie bedzie mniej i skąd to synku wiadomo. Inaczej - guzik wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ochrona przyrody nie jest ani dla ludzi, ani przeciwko ludziom. Przyrodę chronimy przede wszystkim dla niej samej. Zaś opowiadanie o tym, że dzisiejsi drwale są spadkobiercami osoczników i strażników (których głównym zadaniem było pilnowanie, żeby drwali w puszczy nie było) jest totalną manipulacją.

    OdpowiedzUsuń
  12. do Anonimowy z 19:48

    z dziada pradziada koszono sierpami i młócono cepami, może pora wrócić do tej pięknej tradycji która w tak straszny sposób została zarzucona.
    O przetwórców i tartaki bym się nie martwiła, bo i tak będą przerabiać drewno spoza regionu, co zresztą większość z nich robi.
    Z porównaniem do okupacji bym się nie rozpędzała, z tym "przeciwko miejscowym" też. Jeszcze nie widziałam żeby tak chuchać i dmuchać, wysłuchiwać i przekupywać-żeby miejscowych udobruchać.
    Ale to, że od tylu lat zadyma z powodu 550 osób i cięcie na zapałki to naprawdę skandal, żeby państwo nie mogło takiej sprawy załatwić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sądzę, że w tym rozdyskutowanym gronie jestem najstarszy wiekiem i doświadczeniem. Niczego się nie lękam, bo nie muszę. Paranoi nie mam - bądź spokojny.
    Opracowania dyrektora LP znam. Opracowania gmin i powiatu nt. zatrudnienia i skutków - znam. Znam też ekspertyzy IBL i kilku socjologów na temat kwestii społecznych, przepływów środków. Znam też opracowania dotyczące turystyki i wpływów do różnych kas pieniędzy z tej turystyki. Wiem też kto w sprawach rozwoju turystyki protestuje, a kto to popiera i w jaki sposób chce turystykę tutaj zmonopolizować. Tylko zamiast pisać o moich lękach i paranoi przyjdź do mieszkańców każdej z gmin na spotkania i przekonuj. Pamiętam takie spotkanie w Białowieży w sprawie planu zagospodarowania przestrzennego - ściągnęła mnie na nie rodzina, bo chodziło o schedę po dziadkach i w jakiej strefie się ona znajdzie. Było bardzo ciekawe. Byli propagatorzy powiększenia parku, wprowadzenia zakazów budowy w różnych częściach polany białowieskiej. Mieszkańcy jednak podsumowali to szybko i prosto - "jak już się pobudowaliście, to teraz innym zakazujecie".
    Takie jest właśnie życie. Proste pytania i proste odpowiedzi. Głupie propozycje - równie głupie reakcje.
    A wystarczyłoby nauczyć się od Cara, który wiedział jak trzeba rozmawiać z "prostymi" ludźmi i jak należy ich SZANOWAĆ i SZANOWAĆ ich zdanie.
    Tak, warto się uczyć, słuchać, myśleć. Mnie już osobiście jest wszystko jedno - bo szansę na stworzenie zupełnie nowej jakości w zarządzaniu puszczą dawno utraciliśmy - co nie znaczy, że nie można byłoby spróbować od nowa zarzucając radykalizm i upór. Radykalizm i krytykanctwo nigdy nie były dobrym doradcą.
    Wszyscy popełniają błędy - zwłaszcza jeśli ma się gorącą głowę napchaną dogmatami i zapomina się o tym co powiedziało się kiedyś, opublikowało, a na spotkaniach mówi się coś innego i nie potrafi się odnieść do swoich wcześniejszych poglądów. Buduje się wówczas nie nić porozumienia, a mur i barykadę.
    A wracając do liczb, które tak lubisz. Zastanów się co to jest dużo drzew, co to jest rabunkowa gospodarka (od ilu drzew i w którym momencie), i na koniec powiedz i wytłumacz starszym ludziom dlaczego mają coraz droższe drewno i z coraz większych odległości muszą je sprowadzać - wiedz przy tym, że nie kupują oni łatwo tłumaczenia, że to nadleśnictwa są za to winne - bo widzą rosnące ilości martwego drewna, które za cara (to wiedzą z przekazu swoich rodziców) mogli mieć na swoje potrzeby. Wytłumacz im dlaczego mają przestawić się na węgiel, skoro tyle drewna w lesie leży i w dodatku nikt nie myśli o gazyfikacji.
    To są kwestie do rozwiązania.
    A co do rentowności - to nie jest ona wynikiem braku umiejętności leśników. To zostało wymuszone administracyjnie i naciskami tzw. ekologów. Łatwo to prześledzić na danych LP. Ale łatwiej jeszcze jest wciskać niezorientowanym kit o tym, że nadleśnictwa są deficytowe i dlatego chcą rabunkowo wycinać puszczę i trzeba z tym właśnie zrobić porządek.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nadal brak konkretów, nadal brak wyjaśnienia co to wiadomo kto i gdzie straci pracę

    OdpowiedzUsuń
  15. >>Ale to, że od tylu lat zadyma z powodu 550 osób i cięcie na zapałki to naprawdę skandal, żeby państwo nie mogło takiej sprawy załatwić.<<

    No, tak. Za mordę i po sprawie. Co tu się z chłopkami liczyć. Ale na świecie to już tak nie ma. Z człowiekiem raczej trzeba się liczyć. trzeba umieć negocjować i przekonywać. Widać jak dotąd argumenty były za słabe, a na plewy ludzie nie dają się nabrać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Na świecie kolego, poza Kubą, Wenezuelą, Koreą Północną i Białorusią to jest tak, że jak fabryka jest nierentowna, albo szkodzi, to się ją zamyka. A nie przekupuje jej pracowników. A już na pewno nie utrzymuje się w niej przodukcji tylko po to, żeby była robota.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeśli chodzi o schedę po dziadkach to ja się upominam o uroczysko Cupryki w obrębie BPN, bo to mego dziada było i on tam krowy wypasał, więc i ja mogę powiedzieć jako i inni-PUSZCZA MOJA hehe;-)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Do anonima z 20:27:
    pewnie jesteś i wiele starszy ode mnie, ale co to ma do rzeczy? Nie uniknąłeś języka z innego czasu. Piszesz, że ludzie mówią "Jak już się pobudowaliście to innym zakazujecie". Gratuluję mentalności leninowskiej. Czyli twoim zdaniem państwa rozwinięte mają być obojętne na gospodarkę w większości świata i niech się dorżnie wszędzie puszcze, niech miliardy biednych dostaną po luksusowym samochodzie, niech się zabuduje wszystkie polany w puszczy, bo są tacy co mają na nich domy to niech mają wszyscy, z całej Polski a może i świata. Zapomniałeś tylko, ze ci nielubiani przez ciebie ekolodzy to akurat domów nie pobudowali, a ci co chcą ziemię sprzedawać warszawiakom to właśnie pobudowali :).. No i jak ja widzziałem, to w Białowieży jest gdzie budować i nie trzeba pchac się pod las. A już twój przyklad z carem to smakowity. Tak z ludźmi umiał rozmawiać, że skończyło się krwawą rewolucją zdaje się :)

    OdpowiedzUsuń
  19. może chodziło, ze car miał kozaków z nahajkami?

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeśli chodzi o te panienkę, to ja bym się nie czepiała, że blisko szkoły stoi. Wszak młodzież nie takie rzeczy widuje, dzieci też, czasem podobnie "odsłonięte" panie po ulicy na żywo chodzą ;-) Czepiałabym się tego, że to ART panienka, i sztukę, i cafe z tą sztuką reklamuje. Jak dla mnie to anty-edukacja artystyczna jest. Nawet pod happening nie da się tego podciągnąć ;-/

    OdpowiedzUsuń
  21. Bronię ART PANIENKI! Prawdziwym kiczem są niektóre nowe domy w Białowieży i okolicy! Jest grafomania autorów „Głosu Białowieży”, którzy nie widzą śmieszności pochlebstw w rodzaju: „Starostwo i Gmina Białowieża na koniec wakacji dostarczyły białowieżanom i gościom nas odwiedzających dużą radość i spokojność o nasze kości, stawy i ... ubranka”, kiczem jest tzw. „herb” Białowieży - mający w nosie zasady heraldyki, który na pewno nie jest pastiszem lecz wyrazem naiwnej ideologii, kiczem są płoty we wsi, nadające się przed court d’honneur pałacu Branickich i plastikowe żubry, i coraz więcej domów silących się na „ludowość” i oryginalność a zarazem swoisty przepych, ze sztucznymi studniami i zdobieniami pozbawionymi kontekstu... Bo kicz to udawanie tego, czym zdarzenie nie jest, to tania pretensjonalność, pochlebstwo i popisywanie się typowe dla grafomanii, używanie zapożyczonych form dla nadania pustych treści, to przykrywanie kompleksów bezczelnością i fałszywą dumą, ubraną w pretensjonalne formy. Uosobieniem człowieka kiczu był Nikodem Dyzma, może być i „puszczak” z pewniej książki popularnej w gminie. Art-panienka jest śmieszna, ale nie udaje niczego czym nie jest – a jest zabawną tandetą. Trochę podobnie, jak świetny pub „U Wolodzi” z Hajnówki, choć tam była jednoznaczna konwencja. Bronię Art-Panienki!! Bez takich gadżetów właśnie zamienimy się w sierjoznyj KICZ i formy towarzyszące PROPAGANDZIE. JK>

    OdpowiedzUsuń
  22. Tandeta nieodmiennie tandetą pozostanie. I ten żubr plastikowy i te płoty przedziwne, i - w moim odczuciu - panienka też. To różne przejawy tego samego zjawiska, pt. "wolnoć Tomku w swoim domku". Mi tam się nieodmiennie zgrzyt zębów robi, jak tę panienkę widzę. I podobnie mi się robi jak widzę parę innych: elewacji, płotów, ozdóbek, i innych - jak piszesz - sierjoznych kiczów. Ale to mi, reszcie świata nie musi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  23. No, tak, choć Art Panienka bardziej mi się podoba niż te koszmarne litery okalające placyk "ART CAFE" :).. a tez bardziej niż to, co usłyszałem w audycji Radia Białystok, gdzie nasi samorzadowcy ze zgrozą mówią, że może będzie trzeba dbać o zachowanie wysokości kalenicy!! O zgrozo, to już nie będzie mozna sobie postawić rezydencji a la Beverly Hills? jakim prawem! Kto nam, tutejszym, to prawo odbiera!! Znowu warszawiacy chcą nam dyktować jak mamy zyć! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tu masz też odpowiedź dlaczego w Białowieży nie ma studium, nie mówiąc już o planie. Nie chodzi o to że nie ma kasy na raport środowiskowy dla tego dokumentu (na Langa czy inne polowania Jagiełły idzie znacznie więcej kasy niż trzeba by było na raport), ale o to że powstałby dokument, który miałby szansę zakończyć zabawę w budowę Gagrameli. Różnych - i rezydencji w stylu Beverly Hills i tych pseudogóralskich willi, co pasują do charakteru tego terenu jak pięść do nosa. Swoją drogą - tak się krzyczy o niszczeniu tutejszej społeczności, o tym że ochrona przyrody to zamknięcie jej w skansenie i skazanie na zagładę. Równocześnie te same osoby wspierają stan, w którym architektoniczne bezhołowie w sposób nieowracalny niszczy chrakter tych terenów.

    OdpowiedzUsuń