31 sierpnia 2010

Nieprawdy wójta z Narewki i dyskusja o tym, co chronimy

Na zdjęciu: prelegenci przedstawiający wyniki badań gatunków naturowych w Puszczy Białowieskiej - (tylko dlaczego pod obciętymi głowami zwierząt?)


Wójt Narewki Mikołaj Pawilcz, opowiada (za portalem ngo.pl), że Puszcza Białowieska przetrwała do naszych czasów dzięki lokalnym mieszkańcom. Ta wierutna bzdura, choć bardzo populistyczna, ma się nijak do prawdy historycznej (czyli ochrony Puszczy przez królów i carów za pomocą strażników, broniących Puszczę przed zakusami okolicznych mieszkańców). Wójt jednak wie swoje, krytykując inicjatywę obywatelską domagającą się zastąpienia prawa liberum weta konsultacjami. Co więcej, dla wójta
konsultacje zamiast warcholskiego liberum weta (znanego z czarnej historii Polski) w sprawach terenów należących do Skarbu Państwa, to odebranie gminom podmiotowosci: - "To kierunek najgorszy z możliwych. Organizacje pozarządowe, które na całym świecie są ostoją demokracji, w tym przypadku chcą stosować dyktaturę, zmierzają do pozbawienia nas podmiotowości.
Przeforsowanie ich propozycji oznaczałoby odsunięcie samorządów od decydowania o sprawach istotnych dla mieszkańców. Podkreślam - to, że Puszcza Białowieska jest tak cennym obiektem, jest zasługą nie organizacji pozarządowych, a mieszkańców od wieków żyjących w symbiozie z przyrodą".
Również poseł Robert Tyszkiewicz z Białegostoku zapewnia na swoim blogu, że "Lokalne społeczności muszą mieć prawo głosu!" - przez co rozumie prawo liberum weta.
Dzisiaj w Białowiezy Pracownia na rzecz Wszystkich Istot przedstawiła w pensjonacie Wejmutka w Białowieży wyniki wielomiesięcznych badań przyrodniczych w Puszczy Białowieskiej. Naukowcy pokazali jak poza obszarem Białowieskiego Parku Narodowego spada liczebność gatunków chronionych.
Przedstawiciele Lasów Państwowych zapytywali o wiarygodność metodyki liczenia dzięciołów, a także o to czy ochrona gatunków nie jest ważniejsza od ochrony procesów naturalnych, a przecież gatunki wymagające terenów otwartych korzystają z wycięcia drzew. Uczestniczka spotkania zapytała w przerwie, czy intencję tych pytań nie można by sprowadzić do twierdzenia, że wycinanie drzew pomaga ochronie gatunków? Obszar ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego jest jednak żywym dowodem na to, że tam,
gdzie człowiek nie prowadzi żadnych działań "pomagających" przyrodzie, przyroda ma się najlepiej, a ilość gatunków chronionych przewyższa wielokrotnie obszar gospodarowany.

13 komentarzy:

  1. Rzepa też o ochronie Puszczy i kampanii obywatelskiej! :
    http://www.rp.pl/artykul/528164-Kazdy-moze-pomoc-ochronic-puszcze.html

    OdpowiedzUsuń
  2. A tutaj głos ministra Kraszewskiego też z dzisiejszą datą i też w Rzepie: http://www.rp.pl/artykul/529513-Kraszewski--Ja-tez-kocham-Puszcze--.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Adam Wajrak pisze m.in.:

    "Na chwilę zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie, że na terenie gmin Hajnówki, Białowieża albo Narewka nie ma lasu tylko wielki kombinat hutniczo górniczy, należący do skarbu państwa. Skarb państwa postanawia go sprywatyzować, albo przekształcić w spółkę akcyjną. Czy nie wydawało by się co najmniej dziwne, że gmina Białowieża mogła by zablokować prywatyzację? Dziwne prawda. No właśnie. Teoretycznie nie powinno być różnicy między lasem skarbu państwa stocznią, hutą albo kopalnią, ale jest. I jest różnica w traktowaniu samorządów. Samorząd Gdyni nie może zablokować prywatyzacji stoczni, Lubina sprzedaży akcji KGHM Polska Miedź, a Warszawy nic nie mógł w sprawie Huty Warszawa. Za to samorząd Hajnówki, Białowieży albo Narewki może odmówić państwu prawa do zmiany statusu własności skarbu państwa jaką jest należący do tego państwa las.

    - Tu chodzi o pracę ludzi - powie ktoś. Chwileczkę to w hutach, kopalniach, PGRach nie pracują ludzie? Wydawało mi się, że prawa pracowników chroni się programami osłonowymi, nie wetem. Skoro wśród polityków są dobrzy wujkowie tacy jak poseł Rober Tyszkiewicz z PO, gotowi tego prawa bronić to czekam na ich krok następny i rozszerzenie go na inne własności skarbu państwa!"

    Wiecej na blogu: http://adamwajrak.blox.pl/2010/08/Weto-w-sparwie-parkow-to-nie-dialog.html

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wójt Narewki Mikołaj Pawilcz, opowiada (za portalem ngo.pl), że Puszcza
    Białowieska przetrwała do naszych czasów dzięki lokalnym mieszkańcom. Ta
    wierutna bzdura, choć bardzo populistyczna, ma się nijak do prawdy
    historycznej (czyli ochrony Puszczy przez królów i carów za pomocą
    strażników, broniących Puszczę przed zakusami okolicznych mieszkańców). "
    WÓJT NIE ZNA HISTORII TYCH TERENÓW !!! BRAWO :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wójt chce po prostu być taki "swój", tylko nie rozumie, że mieszkańcy regionu byli takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni, byli wśród nich różni ludzie, np. i ten co skłusował ostatniego żubra. Szacunek dla ludzi wymaga tego, by nie robić z nich kogoś lepszego ani gorszego od innych. Kiedy Centura rżnęła Puszczę miejscowi mieli tyle do gadania, co kiedy wcześniej nie wpuszczano ich do Puszczy bo była "pańska".

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy Centura rżnęła puszczę ludzie nic nie gadali - cieszyli się że mają pracę choć zarobki dziadowskie. Teraz będą krzyczeć - będą tracić możliwość zarobienia. Pracujący i żyjący z lasu to nie tylko drwale.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam artykuł wstępny J. Chmielewskiego w najnowszym Czasopisie:
    http://czasopis.pl/czasopis/2010-09/art-1

    Pada pytanie, bardzo dobre pytanie - dlaczego gminy puszczańskie domagają się pieniędzy na kanalizację i instalacje solarne, a na działania mające na celu zachowanie tradycyjnej architektury, na działania kulturalne, na zachowanie i promocję białoruskości - już nie? Wszak mogliby. A tu - nic. Tylko potem płacz i jęki - że warszawka wykupuje białoruskie chaty, że niszczy białoruskość, że miejscowi MUSZĄ wyjeżdżać... Eh.

    OdpowiedzUsuń
  8. O tym jak co poniektórzy (niestety dość opiniotwórczy) przedstawiciele miejscowych społeczności wyobrażają sobie ochronę Puszczy Białowieskiej to można przeczytać w Naszym Dzienniku na przykład. Albo Lesie Polskim. Polecam zwłaszcza "wybitny autorytet", technologa obróbki drewna pana Poskrobko, tudzież pana Sawickiego, przedstawiciela branży drzewiarskiej. Moratorium na ponad stuletnie drzewa znieść, wiatrołomy usuwać, pozyskanie zwiększyć, zlikwidować park narodowy. Albo inny z autorytetów, wójt Białowieży Albert Litwinowicz (nie wiem jakie ma wykształcenie), który z pełnym przekonaniem twierdzi w ogólnopolskich mediach, że przecież każdy wie że las gospodarczy jest zdrowszy od tego w rezerwacie.
    W porównaniu z tymi panami Mikołaj Pawilcz naprawdę jawi się jako osoba rozsądna i umiarkowana.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, wójt Narewki wydaje się najmniej odlotowy, choć jego atak na inicjatywę jest pozbawiony sensu. Szkoda, że i pan minister w artykule w Rzeczpospolitej, mowiąc delikatnie, mija się z prawdą. Dla ministra Kraszerwskiego za komuny i przed wojną ustanowiono 22 parki narodowe, a od czasów upadku komuny i demokracji tylko 1! Więc pan minister wszelkie zło zwala na demokrację. Niestety, Panie Ministrze - ma Pan złych doradców! Nie potrafili policzyć. To własnie w niepodległej Rzeczpospolitej powołano w krótkim czasie wiele parków narodowych, dopóki lobby samorzadowe nie wprowadziło liberum weta. Narwiański PK utworzono w 1996, Biebrzański PN w 1993, PN Bory Tucholskie w 1996 Drawieński PN w 1990, PN Gór Stołowych w 1993, Magurski PN 1995, Poleski PN 1990, PN Ujscia Warty 1991, a Wigierski w 1989 gdy komuna upadała.. Panie Ministrze, co Pan pieprzy o demokracji??!! Właśnie odzyskanie niepodległosci zaowocowało największą ochroną przyrody w Poslce, dopoki kolesie nie wprowadzili zakazu tworzenia i powiększania parków bez zgody gmin!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nirwanna pisze...
    Polecam artykuł wstępny J. Chmielewskiego w najnowszym Czasopisie:
    http://czasopis.pl/czasopis/2010-09/art-1

    Autor zwraca uwagę na wiele ważnych rzeczy ale zarazem pisze o inicjatywie domagającej się zapewnienia konsultacji zamiast weta jako o: "wyrugowaniu lokalnych społeczności z procesów decyzyjnych" i porównuje to do decyzji o dwujęzycznych nazwach. Zapewniam Pana Chmielewskiego, że mnie, mieszkance Wroclawia, jest obojętne czy utworzycie nazwy dwujęzyczne, a bardziej jestem za, bo i mnie to wzbogaca, natomiast nie pozwalam Wam decydowac o wspólnym dobru jakim jest najstarszy europejski las, będący własnością panstwa.
    Krysia D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten artykuł pokazuje też, że białoruskość nie zawsze jest czymś identyfikującym miejscową ludność, a często kartą przetargową jest. Przydaje się czasem, a jak już się nie przydaje, to się odwiesza do szafy. I o to chodzi z tymi nazwami dwujęzycznymi. Prawo jest i można z niego korzystać, niektóre samorządy lokalne z niego radośnie korzystają, że tak wspomnę choćby powiat wejherowski. Ale gminy puszczańskie to nieeeee - bo wszak tu demokracja, i Unia, i nowoczesność, a białoruskość często jest kojarzona z czymś prostym i przaśnym. Więc białoruskość to niekoniecznie jako coś co identyfikuje, chyba że się przydaje jako argument przetargowy w jakimś konflikcie. Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Zapewniam Pana Chmielewskiego, że mnie, mieszkance Wroclawia, jest obojętne czy utworzycie nazwy dwujęzyczne" - chyba o co innego chodziło w artykule - o to, że nazwy miejscowości też są wspólnym dobrem i nie powinno się nimi manipulować. Też ich oryginalne brzmienie powinno być chronione.

    OdpowiedzUsuń
  13. A propos wypowiedzi Pana Ministra. Czy na utworzenie w danej gminie bazy wojskowej czy wyrzutni pocisków przeciwrakietowych potrzeba zgody gmin i samorządów? Jeśli nie to dlaczego? Przecież tym samym naraża się je na realny atak ze strony wroga w przyszłosci.
    Czy na budowę strategicznej drogi ekspresowej czy autostrady, potrzebna jest zgoda samorządów?
    Myślę, że z tą zgodą samorządów to kwestia priorytetu jaką ma ochrona przyrody i inne sprawy u naszych posłów. Jeśli mieliby oni na sercu dobro obywateli jak i przyrody dawno ten zapis byłby zlikwidowany.......... albo w ogóle by nie został przegłosowany
    eko

    OdpowiedzUsuń